Co dzień dokonujesz wyboru.
Począwszy od małych rzeczy, takich jak na przykład – co zjeść na śniadanie, aż po wybory wykształcenia, zawodu, hobby, miejsca zamieszkania…

Każdy z nich niesie ze sobą konsekwencje. Ale także może wnieść coś w Twoje życie.
Jedni chcą w życiu spróbować wszystkiego, inni natomiast chcą być mistrzami w jednej dziedzinie. Która droga jest słuszna?
Ja wiem; ta, na której Ty sam czujesz się dobrze.

Dla mnie to nie było takie proste, a wiele rzeczy widzę dopiero teraz i doceniam to wszystko.
Jednego na pewno nigdy żałować nie będę; rozpoczęcia przygody ze sportem.
Dopasowanie do siebie sztuki walki ma ogromne znaczenie. Ja dostałam więcej niż się spodziewała i oczekiwałam.

Wszystko zaczęło się od ju jitsu… ogromny przekrój technik, masa kombinacji i trener, który usunął z mojego słownika słowa „nie da się”.

Przestałam bać się upadać, bo wiedziałam jak to zrobić, żeby nie złamać sobie karku.
Dowiedziałam się jak chwycić, żeby dobrze rzucić i przy okazji nie zabić partnera.
Gdzie uderzyć, żeby cios był najbardziej nieprzyjemny, a jednocześnie zachować na tyle kontroli, aby uke jednak był w stanie dotrwać do końca treningu i przyjść na następny z entuzjazmem.
Wielu po porządnym kopniaku w wątrobę miałoby serdecznie dosyć.

Ja wtedy zrozumiałam, że jestem masochistą; kocham ten stan, kiedy mój pot ma własny pot, a na nogach stoję tylko siłą woli i mimo to dalej chcę ćwiczyć.
Wybrałam. Nauczyłam się pokonywać opory mojego ciała.

Wybrałam karate.
Z jednej strony tak bardzo odmienne, a z drugiej tak bardzo scaliło to, czego się nauczyłam na ju jitsu, z tym, czego mi brakowało. Pokora, cierpliwość, duch walki, siła (psychiczna), zanshin i przede wszystkim pewność siebie.

Ćwicząc kihon, czy kata nie mogę się rozproszyć. Pełne skupienie, precyzja i dokładność.
Każde kiai to energia, emocje, a jednocześnie spokój. Wyrzucam z siebie to napięcie, współmiernie dodaję mocy.
Kumite, które pokazuje, że nie ma odpornych na ciosy (są tylko źle trafieni), oraz, że trzeba być gotowym na wszystko, bo nigdy nie wiesz czego się spodziewać.
Czasem samym spojrzeniem jest się w stanie wytrącić przeciwnika z równowagi i osłabić go.
To właśnie na karate dowiedziałam się, że tą wygraną walką jest ta, której udało się uniknąć.

I… wybrałam też judo.
Jest miejsce gdzie odpoczywam i paradoksalnie oddycham pełną piersią, mino założonego duszenia. Judo – sztuka walki, która wyryła mi się na serduszku.
Uderzanie w matę – jeden z piękniejszych odgłosów jaki może istnieć.
Wyżsi stopniem patrzą na mnie jak na wariata, kiedy podchodzę i robiąc błagalne spojrzenie proszę „rzuć mną”.

Na macie czuję się swobodnie, pomimo porządnego kesagatame, lekko, bo mając dobrą technikę bez problemu rzucisz nawet cięższym i większym przeciwnikiem.
Momentami zastanawiam się, czy to ja wybrałam judo, czy to ono wybrało mnie…

Cały czas wybieram, cały czas się uczę, nigdy się nie podaję. Efekty widzę po latach.
Twoja droga może być inna i słuszna. Jedno jest pewne; na pewno warto.
Każda wyprawa zaczyna się od pierwszego kroku. Gdzie go postawisz?

#sztukiwalki #judo #karate #wybory