A więc w końcu do tego doszło.
Piszę swojego bloga już niemalże rok, poruszam kwestie związane ze sztukami walki, tłumaczę japońskie słówka i staram się dzielić swoją – nadal bardzo ubogą – wiedzą. Dodatkowo propaguję w ten sposób sztuki walki, które są dla mnie pewnym sposobem radzenia sobie z rzeczywistością.

Bo jak wszyscy dobrze wiemy rzeczywistość nie zawsze jest kolorowa. Każdy z pewnością nie raz się o tym przekonał. Moja nigdy nie była i stąd trening sztuk walki.

Nie potrafię mówić ani też pisać o sobie. Zawsze wywołuje to u mnie napady lekko histerycznego śmiechu i zażenowania. (Ba! Nawet gdy ktoś o mnie mówi to dziwnie się czuję.) Usłyszałam jednak kilka razy, że nieco bardziej osobisty artykuł mógłby zachęcić czytelników do częstszego zaglądania na mojego bloga.

Ale…

Nie przeczytacie tutaj o mojej rodzinie, kłopotach, w których sprawianiu w osiągnęłam mistrzostwo (co najmniej 4 dan), ani nawet o szkołach, które skończyłam. Chciałabym jednak podzielić się kilkoma zasadami, które wyznaję, a moim zdaniem bardzo przydają się w życiu.

Zasady te wyniosłam z judo, którego trening rozpoczęłam w 2001 roku. Nie wiem kiedy ten czas zleciał, ale okazuje się, że minęło w lutym 16 lat odkąd postawiłam pierwsze kroki na ścieżce budo.

Moja pierwsza sensei nauczyła mnie kilku ważnych rzeczy.

Tylko ten, kto szuka z pokorą wiedzy jest bliski doskonałości.

Trzeba się zawsze kształcić, uczyć, szkolić. Wiedzieli o tym samurajowie. Wiedzieli i wykorzystywali każdy moment, by się doskonalić, zarówno w sztuce władania mieczem, jak i piórem. Nie spoczywali na laurach, zawsze szukali sposobu, by iść naprzód.

Wiedza jest kontrolowaniem, a kontrola to zwycięstwo.

Tyczy się to zarówno wiedzy o samym sobie, jak i o przeciwniku. Kontrola emocji i panowanie nad sobą to podstawa. Mój sensei od karate dodał do tego również, że najpierw należy kontrolować siebie, żeby móc kontrolować przeciwnika, lub chociażby zyskać nad nim przewagę.

Kto się boi, skazuje sam siebie na porażkę.

Czasem strach jest tym, co przeszkadza nam w dokonaniu zmian w swoim życiu. To może zaważyć na przyszłości. Myślę, że lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż wyrzucać sobie do końca życia, że nie podjęło się próby gdy miało się okazję. Kto nie ryzykuje – ten nie zyskuje.

Walczymy po to by się doskonalić. Nigdy na odwrót.

Nie po to trenuję by wdawać się w bójki, choć mam za sobą różne doświadczenia. Nie po to ćwiczę by krzywdzić innych. Chodzi o to by stawać się lepszym. Codziennie.

I dla mnie najważniejsze…

Zawsze pamiętaj o ukłonach.

Ukłony w poszczególnych szkołach czy też stylach walki różnią się od siebie, jednak zdecydowanie są integralną częścią każdego treningu wschodnich sztuk walki. Towarzyszą rozpoczęciu i zakończeniu treningu, wejściu na salę treningową. Wykonujemy je do sensei, partnera treningowego oraz innych ćwiczących. W ten sposób okazujemy szacunek.

Dla dociekliwych :
Japończycy wyróżniają tak naprawdę trzy rodzaje ukłonów. Eshaku – płytki ukłon do 15 stopni, keirei – średni ukłon 30-45 stopni, saikeirei – głęboki ukłon powyżej 45 stopni. Jest jeszcze dogeza czyli bicie czołem w podłogę w klęku. Jest to oznaka całkowitego podporządkowania lub głębokiego żalu.

Mistrzem jest ten, kto się podnosi nawet kiedy już nie może.

Życie nie jest fair. Ale też nikt nie powiedział, że takie będzie. Czasem problemy walą drzwiami i oknami, ale to nie znaczy, że mamy się poddać. Siedem razy w dół, osiem razy w górę.
Dam Wam radę – nie dajcie sobie nigdy wmówić, że nie warto. Zawsze trzeba się podnosić.
Z uśmiechem. Bo po każdej burzy pojawia się słońce. Prawdziwy wojownik wstaje i idzie dalej.


Zasad tych nauczyłam się w dojo. Kiedy wszystko idzie nie tak jak powinno… Idź na trening. Mnie to pomaga. Dlatego trening jest dla mnie bardzo ważny.
Jest dla mnie tym, czym dla innych ludzi rozmowa z psychologiem. To na swojej sali treningowej czuję się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, tam mogę rozładować swoje emocje, przeżywam swoje zwycięstwa i porażki. Tam też są moi bliscy. Krótko mówiąc – to właśnie miejsce, do którego należę.

Los był dla mnie wyjątkowo łaskawy i postawił na mojej ścieżce dobrych trenerów, instruktorów i sensei.  Pozwala mi to uczyć się od nich, czerpać z ich wiedzy i doświadczenia. Być może uda mi się kiedyś dogonić ich na drodze budo. To dzięki nim jestem tym kim jestem.

Z mojego doświadczenia wynika, że uczymy się w dojo drogi, którą kroczymy na co dzień. Głęboko wierzę w to, że ukłon wykonany w dojo ma przełożenie na nasze zachowanie poza nim. Dojo to miejsce drogi.

A moja droga wiedzie przez ukłony.

#judo #sztukiwalki #karate #zasady