Dynamizm stopni w sztukach walki

Jakiś czas temu pisałam o samodoskonaleniu. Poruszałam temat staży, seminariów. Napisałam również, że nikt nie jest nieomylny, i że mistrz nadal jest uczniem.
Dzisiaj chciałabym coś jeszcze dodać. Coś, o czym zapomina 80% trenujących – że stopnie w sztukach walki są dynamiczne.

Twój czarny pas (albo brązowy, niebieski – w zależności od tego jaki nosisz na biodrach) jest tak samo dynamiczny jak olimpijskie medale Usain Bolta.
Teraz wyobraź sobie tego wspaniałego sportowca,  jak zaczepia kogoś z komisji olimpijskiej pytając czy na następnych igrzyskach może nosić swoje stare medale.
Otóż nie może. Musi na kolejnych igrzyskach pokazać, że te poprzednie medale nie były tylko sumą przypadków i szczęścia.

W sztukach walki jest podobnie.

Twój pas, nieważne jakiego koloru, jest jak medal olimpijski. Przez wiele lat trenowałeś bardzo ciężko, by go zdobyć, by na niego zasłużyć. To jakby pomiar Twojego poziomu w aktualnej chwili. I od Ciebie zależy czy utrzymasz ten poziom.
To, że 10 lat temu ćwiczyłeś judo i zdobyłeś czarny pas, nie znaczy, że nadal go masz. Zwłaszcza jeśli od tamtego momentu nie pojawiłeś się na żadnym treningu wspomnianej sztuki walki.

Pasa nie można porównać do odznaczenia wojskowego, które nosi emerytowany żołnierz. Widzimy medal i wiemy, że otrzymał go za stare zasługi. On już nie jest na wojnie i nie musi nikomu nic udowadniać.

Ale my musimy. Mamy iść do przodu, rozwijać się, a nie spoczywać na laurach.

W Japonii mistrzowie mający po 65/75 lat (i więcej) wciąż trenują i dają z siebie wszystko. Chętnie zrobią z Tobą 100 choku zuki stojąc w kiba dachi i zrobią to dla zabawy!
Stale reprezentują swój poziom, ciągle ćwiczą. Bez wahania zdejmą swoje czarne pasy, by założyć biały. Na znak, że się uczą, nie są nieomylni.

Teraz, porównaj to z zachodnimi „mistrzami”, którzy od momentu uzyskania swojej rangi nie uczestniczyli czynnie w jakimkolwiek treningu. A to było 20 lat temu. W rzeczywistości dumnie wypinają pierś i noszą pas reprezentujący ich 20 lat młodsze ja.
Interesujące, jednak niezbyt zgodne z budo, prawda?

Przez te kilkanaście lat mojego treningu sztuk walki miałam okazję spotkać wielu ludzi. Od naprawdę zaangażowanych uczniów, przez świetnych kolegów na sali treningowej, aż na wspaniałych sensei kończąc. Kilkoro z nich ma osobne miejsce w moim sercu.
Ale jest jedna osoba, która wyryła się w moim mózgu.
Czym mnie urzekła?

Otóż ten chłopak – wtedy 15 letni – podszedł przed zajęciami do mojej sensei od judo. I zapytał, czy może nosić swój biały pas.
„I co w tym niezwykłego?” spytacie.
Nic, gdyby nie fakt, że od kilku miesięcy był posiadaczem niebieskiego.
Jak sam stwierdził, nie jest w stanie podtrzymywać standardów niebieskiego pasa i pokornie prosił o pozwolenie na degradację samego siebie.

Gdy moja sensei już pozbierała swoją szczękę z podłogi, powiedziała, że naprawdę nie musi tego robić. Zdobył niebieski pas za konkretne umiejętności i jego celem powinno być popychanie samego siebie do granic możliwości na każdym treningu. Dążenie do jak najwyższego poziomu. Wtedy może być pewien, że jest godzien nosić swój niebieski pas.

Jak najlepiej udowodnić, że zasługuję na pas, który noszę?
Stale się rozwijając.
Jeżdżąc na staże, ucząc się, słuchając trenera i myśląc.
Oraz wkładając maksimum wysiłku w trening.
Ponieważ trening wykonany w 99% jest w 100% złym treningiem. Właśnie ten 1% dzieli nas od mistrzostwa. 

#dynamizmstopni #sztukiwalki #pokora #mistrzostwo

Comments

  • Dla trenujących sztuki walki.
    Kilka słów na temat poniższego artykułu. Nie zgodziłbym się ze wszystkim, co zostało tutaj napisane.
    Spoglądając na sztuki walki od strony Budo (bo ćwiczący tutaj używają tradycjonalnego ubioru „Gi”), ograniczenie sztuki walki jedynie do umiejętności bezkompromisowej walki, czy to w obronie własnej na ulicy, czy traktując ją jedynie od strony wyczynowej, czyli sportowej, skierowanej na osiągnięcia i uznanie sportowe, zawęża bardzo jej holistyczny (całościowy) sens.
    Sens jej pozytywnego wpływu i działania na rozwój każdego pojedynczego jej adepta, jako człowieka. Sens, którego od zawsze doszukiwali się zaawansowani praktycy na całym świecie, kroczący tradycyjną drogą DO i poszukujący zrozumienia siebie w stosunku do istnienia całego świata, co potocznie w Budo, jak i w Zen nazywa się – oświeceniem.
    Po 43 latach czynnego i intensywnego uprawiania sztuk walki, porównałbym je raczej, do sztuki rozumnego i przynoszącego na wszystkich płaszczyznach życia pożądane i pozytywne efekty – odżywiania.
    Patrząc w ten sposób i porównując odżywianie ze sztukami walki, można bez wielkiego trudu dopatrzyć się sensownych i daleko posuwających się współzależności.
    Używając stwierdzenia, że „należy dawać zawsze z siebie 100%” należy zachować ostrożność, bo to tak, jakby człowiek chciał się podczas każdego posiłku, najadać do granic odruchu wymiotnego. Zastanówcie się, jak długo bez skutków ubocznych żołądek i cały organizm dałby radę to znosić?
    Ilość, i to w każdej dziedzinie, nie zawsze decyduje o efektywności i jakości, tak zdrowia fizycznego jak i psychicznego, oraz wysokich praktycznych umiejętności.
    Trening, podobnie jak i odżywianie, to wielka sztuka. Nie wystarczy dużo i intensywnie trenować, czy jeść. Dużo ważniejsze wydaje mi się, aby wiedzieć, czego indywidualnie i to w każdym przypadku należy koniecznie unikać, nie zrobić zbyt dużo błędów. To co dla jednego jest przysłowiową pestką, dla drugiego może być zbyt dalekim przekroczeniem wszystkich dopuszczalnych dla niego granic i zakończyć się tragedią, której skutki mogą być nieodwracalne.
    Nie będę się tutaj rozpisywał o detalach i metodach sensownego i przynoszącego dobre owoce trenowania. Zaleciłbym każdemu adeptowi na początku, przede wszystkim – umiar, rozwagę i ostrożność w tym co, w jaki sposób oraz jaką ilość czegokolwiek się wykonuje.
    Dzisiaj intensywność, zaangażowanie i dedykację w trening rozumiem, jako robienie czegoś w jak najbardziej naturalny (niewyniszczający), systematyczny i uważny (skupiony) sposób trenowania i praktykowania sztuki walki.
    Postrzeganie naszego ciała i zdrowia, jako największego dobra, powinno być obowiązkiem każdego ćwiczącego. Wydaje mi się to dużo ważniejsze niż zdobywania medali, pucharów czy innych drugorzędnych celów.
    Celem sztuki walki, jako samoobrony jest umiejętność dbania o siebie. Dążenie do uniknięcia jakiejkolwiek walki – jak to Bruce Lee powiedział: „figting without a figting”, jest dużo mądrzejsze, niż ćwiczenie przez całe życie czegoś w sposób, który przyczyni się z czasem do wyniszczenia samego siebie. Pomijam tu skutki uboczne niewłaściwego, nieustępliwego myślenia w codziennym życiu z naszymi bliźnimi.

    Pzdrawiam wszystkich(również tych, którzy maja inne zdanie) bardzo serdecznie!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *