Jest coś co mnie bardzo irytuje i sprawia, że tracę wiarę w ludzi.
Źli nauczyciele.
Nie cierpię ich. I nie mogę zdzierżyć gdy obserwuję.

Nie ma dla mnie znaczenia czy uczy wychowania fizycznego, matematyki, japońskiego, judo czy karate.
Jeśli jest złym nauczycielem, to jego uczniowie nic nie wyniosą z lekcji. Może poza frustracją.
Nauczanie innych to ogromny wysiłek i nie każdy jest do niego stworzony.
Widziałam wielu nauczycieli, którzy tracili więcej czasu na informowanie swoich podopiecznych o tym, jak bardzo do kitu są ich umiejętności, niż na tłumaczeniu jak je poprawić.
Ci ludzie wciąż pojawiają się w moich koszmarach.

Jak zostać dobrym nauczycielem?
Jak stać się kimś, kto nie tylko uczy, ale także inspiruje, sprawia, że ​​ludzie są szczęśliwi i że ​​przekazywanie wiedzy jest przyjemne?

Są dwie zasady, (nazwij je złotymi, jeśli chcesz) które w tym pomogą. Obserwuję od lat najlepszych nauczycieli. I staram się od nich uczyć.

Nie musisz nawet być „sensei”, aby przestrzegać tych dwóch zasad. Możesz (i powinieneś!) przestrzegać ich na przykład gdy pomagasz komuś na lekcji, uczysz matmy lub po prostu próbujesz zaszczepić jakąś wiedzę u przyjaciela.

Sam dawaj przykład

Dobry instruktor/trener/nauczyciel zawsze (zawsze!) pokazuje wszystko samemu.
Ponieważ dobry instruktor nie ma nic do ukrycia.
Z radością pokazuje tę technikę raz za razem. A potem jeszcze raz. Nigdy nie stoi z założonymi rękami.
Dobry trener uwielbia szkolenia i nigdy nie zmarnuje okazji do treningu. Dlatego robi wszystko sam.
Wielki nauczyciel po prostu za bardzo uwielbia trenować, by stać spokojnie i się przyglądać.

Co idzie za tym pierwszym punktem?

Technika trenera poprawia się, ponieważ ćwiczy na każdym treningu, zamiast po prostu stać nieruchomo.
Stopniowo się poprawia. To nic odkrywczego. Żadnej Ameryki.
Kiedy jesteś instruktorem nie możesz wykonywać technik niechlujnie. Musisz dawać dobry przykład.
Uczniowie dzięki temu widzą, jak należy to zrobić. Zamiast po prostu zgadywać z wyjaśnień instruktorów, widzą, jak robi to ktoś z doświadczeniem.
Gdy jeden naucza, uczy się dwóch.

Dodatkowo uczniowie czują się bliżej nauczyciela, zamiast czuć się „pod” cokołem, na którym wg nich stoi, i rozwijają lepszą więź. Cała atmosfera w dojo się zmienia.

Co jeszcze?
Treść szkolenia pozostaje praktyczna. Jeśli nauczyciel robi wszystko sam, nie może wybrać technik, które nie działają lub są złe (lub po prostu dziwne).
Widziałam wielu magików na salach treningowych.
Nie zrobili na mnie dobrego wrażenia.
Zdecydowanie jestem całym sercem za trenerami, którzy uczą konkretnych, sprawdzonych technik.

Daj wszystkim przynajmniej jeden pozytywny, konstruktywny komentarz.

To jest ta druga zasada. Być może nieco trudniejsza niż pierwsza, ale nadal prosta. Daj każdemu uczniowi choć jeden pozytywny, konstruktywny komentarz.

Ponieważ, wierz mi  lub nie, większość ludzi nie chodzi na treningi, aby zostać arcymistrzami. Nie potrzebują usłyszeć jak należy ćwiczyć by zdobyć złoty medal. Nie muszą w tej chwili dowiedzieć się, że ich technika nie zabije 10 przeciwników na raz.

Trenują, ponieważ chcą odpocząć od swojej pracy czy szkoły. Chcą spotkać innych ludzi, trochę się spocić, nauczyć się samoobrony, być odrobinę mądrzejsi, a przede wszystkim miło spędzić czas.
Przychodzą do klubu, ponieważ chcą. Nikt ich nie zmusza. Dlatego powinni zawsze czuć, że odchodzą z czymś nowym. Powinni czuć się nieco mądrzejsi, silniejsi i lepsi niż wtedy, gdy przyszli.
Zawsze.

Uczniowie powinni stale odczuwać, że się poprawiają. I robią to, gdy dajesz im pozytywny, konstruktywny komentarz. Kwestia psychologii.

Kiedy otrzymujesz dobrą, konstruktywną uwagę, poprawiasz się i poczujesz lepiej. A kiedy czujesz się dobrze, czynisz dobrze.
Może to zabrzmi nieco naiwnie, ale dobro się rozprzestrzenia. Instruktor również staje się lepszy ponieważ stale poszukuje punktów do poprawy u swoich uczniów. Musi przez to analizować swoje techniki i wprowadzać korektę. Niezmiennie poprawia swoją technikę i wiedzę.
Kiedy jeden naucza, dwóch się uczy.

#nauczyciel #trener #przykład