Samurajki

sztuki walki i wiele więcej

Jak to było z tymi kimonami?

Zacznijmy od poprawnej nazwy. W czym trenujemy tradycyjne sztuki walki? Judogi, karategi, aikidogi, kobudogi…

Kimono to codzienny ubiór Japończyków o szerokich rękawach, z milionem wiązań, bielizną i innymi koniecznymi elementami, zdecydowanie nienadający się do treningu.

Prawidłowa nazwa stroju, w którym ćwiczymy to keikogi. Keiko – trening, gi-szata.

Ale zacznijmy od początku…

Na samym początku historii sztuk walki wykorzystywano w treningu robocze ubrania chłopów pracujących w polu – a więc luźne spodnie do kolan, lub lekki ubiór spodni samurajów czy też mnichów.  Był w miarę wygodny, chociaż niezbyt reprezentacyjny. Jednak przypominam, że mówimy o czasach gdy ćwiczono głównie dla umiejętności przetrwania w niebezpiecznym świecie.

Z biegiem lat gdy dokonano już pewnych klasyfikacji szkół i powstało judo, sensei Jigoro Kano dokonał standaryzacji ubrania do treningu judo.

Jego wzór bardzo się spodobał i szybko upowszechnił. Szybko nowy styl zapożyczyli karatecy gdyż sensei Funakoshi przez długi czas korzystał z rad oraz brał przykład z Kano, któremu sporo zawdzięczał.

Był też okres wzorowania na chińskiej modzie. Chińskie stroje nawiązywały do codziennego ubioru mieszkańca miasta. Były to luźne spodnie oraz „marynarki” zapinane na pętelki i miękkie buty. Japończycy przez pewien czas wzorowali się na nich, a zakończyło się to wraz z wybuchem wojny japońsko-chińskiej.
Wtedy też Japończycy postanowili, że gi treningowe będzie w kolorze białym. Na znak czystych intencji, niewinności, gotowości do oddania życia.

Jako ciekawostkę dodam, że jeszcze 10 lat temu do japońskiego dojo nie wpuszczono by kogoś w keikogi o innej barwie niż biała. Mało tego, mógłby zostać sprany na kwaśne jabłko.

Nieco później zdecydowano, że karategi musi być lżejsze od judogi i zamiast pleść grube bluzy tkano cienkie koszule. Kilka lat później dokonano pewnych zmian w kwestii spodni,  które wymieniono na nieco dłuższe (do kostek) oraz węższe, za to z wszytym klinem umożliwiającym wysokie podniesienie nogi.

Od tego czasu treningi w Japonii odbywały się w gi, jednak by otrzymać pozwolenie na zakup gi i ćwiczenie w nim trzeba było udowodnić swoją wartość jako pracowitego i zdeterminowanego ucznia. Odbywało się to z reguły po kilku miesiącach ciężkiej pracy na sali. Gdy sensei był zadowolony z postawy ucznia, dawał pozwolenie na trening w keikogi.

Przejdźmy do sytuacji w naszym kraju.

Gdy karate, judo i inne sztuki walki stawiały w Polsce swoje pierwsze kroki ciężko było o keikogi. Nie było sklepu „Samuraj” ani podobnych. Nie było kilkunastu marek, kolorów, krojów a co za tym idzie nie było rewii mody na salach.

Teraz mamy luksus, wchodzimy do sklepu, wybieramy gramaturę, przymierzamy i kupujemy. Do wyboru do koloru. A jeszcze kilkanaście (a może i kilkadziesiąt) lat temu gi trzeba było sprowadzać z zagranicy. Kogo nie było stać na taki wydatek – sam sobie szył. Często karate ćwiczono w nieco łatwiej dostępnych judogi, a kto nie miał takiego szczęścia trenował w dresie.
Wygląda na to, że pierwszym polskim producentem był White Crow (biały kruk) w Poznaniu. Słyszałam, że keikogi przez niego szyte były dobre i spełniały swoje zadanie. Cena również nie była wygórowana, raczej porównywalna z obecnymi.

Chociaż czasy były trochę inne, to podobnie jak dzis, nieraz trzeba było zrezygnować z czegoś by mieć możliwość uzbierać pieniądze na opłaty za salę czy też zakup keikogi. Nikt jednak nie narzekał. Może przez te lata zmieniła się mentalność ludzi?

Odnoszę wrażenie, że chociaż ciężej było zdobyć keikogi, to łatwiej było utrzymać motywację zawodników. Kilka lat temu ludzie byli bardziej odporni psychicznie, drobne potknięcia nie tylko ich nie załamywały, a wręcz napędzały do wzmożonego wysiłku.
Gdzie się podziali tamci nieustraszeni, pełni pasji zawodnicy?

#kimono #keikogi #strójdotreningu

6 Comments

  1. Cudownie się to czyta, pani Marto.

  2. Mogłaby Pani napisać artykuł na temat stosunków łączących Kano i Funakoshiego?
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Zaczynając treningi judo w TKKF pierwsze judogi dostaliśmy po około 3 miesiącach treningu . Były to judogi zakupione przez TKKF i wypożyczane na czas treningu. Pierwszą własną judoge dostałem od znajomego była przywieziona z Niemiec. Zupełnie inna sytuacja była jak rozpocząłem treningi w klubie RESURSA ŁÓDŹ tam dostalismy cały sprzęt judogi ,dresy,trampki ,torby.

  4. „Gdzie się podziały tamte prywatki?”

    W ogóle: gdzie się podziało dzisiaj pojęcie honoru? Wojownik? Jaki w ogóle wojownik?! Na filmie chyba… Bo jeśli chodzi o życie, to gdy trzeba kogoś zwalczyć, pokonać, to bierzemy szpadelek i ryjemy pod nim stosowny dołek, najlepiej czynność tę wykonując w białych rękawiczkach – takie są obecnie przyjęte standardy.

    Dziś „brzydzimy się przemocą” i „wyrzekamy się przemocy”, sami siebie – oczywiście – przy tym oszukując, bo całe to „wyrzekanie” polega tylko na tym, że zamiast prostej przemocy fizycznej wymagającej odwagi i ujętej w ramy (np. honorowego pojedynku), stosujemy coraz bardziej wyrafinowane i paskudne systemy przemocy emocjonalnej, które przymiotów ducha i ciała nie wymagają ani nie kształtują – wręcz przeciwnie: im kto ma mniejsze opory, im mniej wewnętrznych hamulców, tym będzie w te klocki skuteczniejszy.

    Pozdrawiam

  5. Gdzie się podziali? Czasy się zmieniły i ludzie też.teraz biegają za pieniędzmi zamiast zrobić coś dla siebie i swojego zdrowia.

  6. Wojownik z honorem… epickie połączenie… Hektor, czy Achilles… może Ajax. To piękny ideał do którego usiłujemy dążyć.
    Kiedyś, kiedy zaczynałem „przygodę” ze sztukami walki faktycznie to przyświecało i właśnie dla tego nie potrzebne było żadne specjalne gi, żeby chcieć… bo jego założenie było zaszczytem, było pewnym celem na drodze. Potem pasy. Potem inne ewentualne „nadania”. A końca tej Drogi nie widać…
    Dziś honor i szacunek niestety najczęściej wiszą w tym sklepie, tam z tyłu, za „kimonami”… A ci o których Pytasz, to czasem jeszcze ci którzy dziś prowadzą zajęcia… choć i oni są na wymarciu…
    A artykuł – ładny 🙂

Dodaj komentarz

© 2018 Samurajki

Theme by Anders NorenUp ↑