Słyszałeś kiedyś, że jesteś nienormalny bo jesteś w dojo codziennie?
Ktoś Ci kiedyś powiedział, że to szaleństwo dostosowywać swój plan dnia do treningu?
A może przyjaciele pukają się znacząco w czoło gdy wychodzisz ze spotkania wcześniej bo „niedługo zacznie się trening”?

Mogę Cię uspokoić. Znam to z autopsji.
No, może powinnam jeszcze dodać, że jestem także mistrzem szybkiej reakcji na przysłowiowego „misia” zza pleców.  Wtedy jednak moi znajomi faktycznie mają powód, by popukać się w czoło –  zbierając się z ziemi. Odruchy judoki…

Niestety każdy spotka lub spotkał na swojej drodze tych skwaszonych na słowa „trening sztuk walki” ludzi. To normalne, że się krzywią jeśli nie znają tematu, nie mieli z nim wcześniej do czynienia.
(No, ale uczcijmy minutą ciszy tych ograniczonych ludzi, dla których sztuki walki to narzędzie szatana).
Każdy kogoś takiego spotkał.

Ty z pewnością również.
Są wszędzie. W pracy, szkole, na spotkaniach, imprezach … Wiesz, ludzie, którzy nie są w stanie spojrzeć poza swój własny nos, nigdy nie dostrzegają „głębszego znaczenia” rzeczy.
Czemu?
Ponieważ spędzili całe swoje życie żyjąc w mentalnym pudełku. Skrzynia ta często jest tak wygodna, że ludzie czują się zmuszeni do jej obrony za wszelką cenę.

Ale, jak mówimy po japońsku: „Ino naka no kawazu taikai wo shirazu” – Żaba w studni nie zna wielkiego morza.
Ale niech cię to nie powstrzyma. Rób swoje, a jeśli widzisz światełko w tunelu to edukuj tych biednych ludzi z zapudełkowanymi mózgami.
Beznadziejne przypadki można ponoć nawrócić kopnięciem hiza geri na poziom jodan, jednak jak dotąd jest to jedynie spekulacja.

Ale wracając do tematu:

„Hej, przecież masz już czarny pas, możesz odpuścić trening!” usłyszałam kilka tygodni temu od koleżanki ze studiów.
Ciekawe podejście. Jednak zupełnie pozbawione sensu.
Nie zliczę ile razy słyszałam od mojej sensei od judo „nigdy nie spoczywaj na laurach, szkolenie trwa całe życie”.
Mój sensei od karate stale zaś powtarza, że czarny pas to tylko początek drogi. Oczywiście ma rację.

Więc trenuję.
Codziennie.
Kilka godzin dziennie.

„Musisz być strasznie zmęczona, pewnie nawet uśmiechanie się przychodzi ci z trudem”.
Otóż nic bardziej mylnego. Szczerzę się jak nienormalna przed, w trakcie i po treningu. Trening daje mi ogrom radości. Pominę kwestię buzujących we mnie endorfin po wysiłku fizycznym. Sprawa satysfakcji i dumy ze swoich osiągnięć i postępów również jest drugorzędna.

Liczy się, że jesteś w dojo, z ludźmi, których uważasz za rodzinę, przyjaciół, kolegów… Z ludźmi, którzy podzielają Twoją miłość do budo. Nie krzywią się na pompki. Lubią ćwiczyć kihon, przyjemność sprawia im zdanie „dobieramy się w pary i zakładamy ochraniacze”. Im także na widok nowego kata miękną kolana i tylko czekają na „kata yoi”.
To daje energetycznego kopa. Ładuje Ci baterie na długi czas, a to jest niezbędne by funkcjonować w świecie.

Na mnie ludzie patrzą bardzo dziwnie. Cały tydzień treningi. Czasem kilka dziennie.
Poniedziałek, środa i piątek?
Karate.
Wtorek i czwartek?
Jujitsu.
Środa i sobota?
Judo.

Zaczynam dzień od serii pompek i podciągnięć. Czekając na wykład ćwiczę kata. Rozmawiając w pracy zdarza mi się podsumować temat słowem „oss”. I odliczam z niecierpliwością minuty, które dzielą mnie od treningu. Wracam do domu zmęczona i szczęśliwa. Kolację robię stojąc przed kuchenką w kiba dachi. Lodówkę zamykam yoko geri kekomi. Przed snem seria pompek.
Jestem z tego powodu szczęśliwa.
I to Ciebie nazywają nienormalnym?

Nie masz się czym przejmować.
Jeśli coś Cię uszczęśliwia – rób to dalej. Mistrzostwo bierze się z radości praktykowania.

#sztukiwalki #trening #miłośćdosztukwalki