Akcja filmu Kuro-obi (Czarny pas) to l. 30. Pierwsze sceny pokazują dojo, gdzie odbywa się trening Taikana, Choei i Giryu pod okiem mistrza Eikena Shibahary. Komentarz jest zbyteczny, wiadomo co się dzieje na ekranie, nastrój buduje sceneria. Pominę również mój zachwyt nad grą aktorską amatorów, ale na co dzień prawdziwych mistrzów karate.


Skieruję uwagę na istotniejsze rzeczy poruszane w filmie. Zapewne jeden wpis nie wystarczy, aby wyczerpać temat, bo jest o czym pisać. Mistrz Eiken umiera, a tytułowy czarny pas ma być przekazany jego następcy, mającemu obowiązek kierować się zasadami założyciela dojo. Który z trzech bohaterów dostąpi tego zaszczytu, a który zdradzi ideały swego mistrza?

Kuro-obi – czarny pas oznacza, że w danej sztuce walki poznałeś wszystkie podstawy. Niektórzy mówią, że osiągnąłeś mistrzostwo, inni twierdzą nawet, że jesteś odporny na strach. Czerń jest kolorem siły, bo czarnej barwy nie zakryje żaden inny kolor. Czerń to kolor ducha i siły woli. Posiadacz czarnego pasa łączy duchową dyscyplinę z umiejętnościami technicznymi. To jednak dopiero początek jego podróży do prawdziwego mistrzostwa. Bo czarny pas z upływem lat płowieje, strzępi się na brzegach, aż w konsekwencji staje się biały. Zatem doskonalenie się w sztuce walki nigdy się nie kończy.

Mówi się, że pas to tylko 5 cm, które podtrzymuje spodnie. To przewrotne stwierdzenie w kontekście japońskich sztuk walki. Pasy są zewnętrznym potwierdzeniem umiejętności trenującego dla niego samego. Ale w kulturze zachodniej, która bardzo inspiruje się wschodnimi sztukami walki, są zbyt często przedłużeniem ego. Kto w naszej kulturze rywalizuje na macie, ten ocenia innych i jest przez nich oceniany wyłącznie na podstawie techniki, bo praktykowanie pogłębionego myślenia i rozwoju duchowego, co jest kwintesencją japońskiego mistrzostwa, nie jest naszą elementarną potrzebą. Mamy po prostu za dużo formy i za mało treści.

„Kuro obi” to również film o dochodzeniu do tego, co istotne w karate. A szerzej – co istotne w wielu sztukach walki. Mówił i pisał o tym między innymi Bruce Lee, Gichin Funakoshi, Morihei Ueshiba. To połączenie tego, co duchowe, z tym, co cielesne; samokontroli i dyscypliny z doskonaleniem i precyzją techniki. Kto jest czujnym uczniem (jak Giryu) lub pokornym mistrzem (jak Eiken), ten posiadł umiejętność panowania nad swoimi emocjami i namiętnościami. Mistrz jest człowiekiem czystym, bo jego intencje i czyny są czyste, nie odczuwa chciwości ani nie chce szkodzić innym. G. Funakoshi w swojej „Drodze życia” bardzo dobrze to ujął, podejmując się walki z przeciwnikami słabszymi od siebie: „Czy to było spowodowane ciekawością? Przyszła mi do głowy prawdziwa odpowiedź: spowodowało to przeświadczenie o własnej sile. To było nagrodą. Nie było to wyrazem ducha karate – „do” i czułem się zawstydzony”.

Bardzo łatwo jest udowodnić własną siłę, ale zatrzymać „pędzący pociąg” jest właśnie sztuką godną Mistrza. O tym mówił założyciel szkoły karate, filmowy mistrz Eiken, o tym mówił G. Funakoshi w swojej „Drodze życia”. Ale jeden z jego uczniów, Taikan, nie rozumiał słów mistrza, nie widział celowości treningów, skoro nie wolno atakować. A więc po co uczyć się karate?

„Wszystkie siły powinny się łączyć i działać od wewnątrz, atakując nigdy nie osiągniesz perfekcji na najwyższym poziomie sztuki” – ta myśl będzie towarzyszyła drodze Taikana i Giryu, a rozwiązanie tych słów zapisują ostatnie klatki filmu. „Ten, kto potrafi lepiej odpierać i parować ataki wroga, jest lepszy, jest tym silniejszy”. Atakowanie słabszego przeciwnika służy tylko własnej arogancji. Nie walczy się z człowiekiem, który nas np. obraża, oskarża bądź oczernia, gdy wiemy, że jego zachowanie jest tylko przejawem słabości. Zwycięstwo nad tak marnym wrogiem nie powinno stać się celem dla kogoś, kto ma czysty umysł i szczere intencje. Prawdziwa walka odbywa się dopiero wewnątrz nas.

Karate nie jest więc sztuką walki dla wszystkich. Prawdziwe japońskie sztuki walki z treningiem, który ma prowadzić do jedności umysłu, ducha i ciała to rodzaj konfrontacji ze światem całkiem nam obcym i bardzo odległym. Aby otworzyć się na ów inny świat, nie wystarczy mieć sprawne ręce i nogi, bo to tak, jakby przeczytać streszczenie filmu, zamiast zobaczyć film. Otworzyć się to znaczy zrozumieć i zaakceptować, że precyzja i dyscyplina przekładać się będą na wszystkie aspekty naszego życia, a otworzyć się, posiadając czarny pas, to wejść na drogę Mistrza, który ma pokorę ucznia.

Czarny czy brązowy, zielony czy żółty, tylko od sposobu myślenia zależy czy to tylko symbol pewnej drogi, czy pewność siebie, która gubi czujność i zmienia istotę rzeczy. Mam takie kulturowe skojarzenie: Rzym spłonął od jednej myśli…

Uwaga – autorem tego tekstu jest Katarzyna Ranocha

#brucelee #karate #czarnypas