Samurajki

sztuki walki i wiele więcej

Mokuso jako narzędzie służące psychice

Cichy morderca. Może prowadzić do nadciśnienia i kłopotów z sercem. Może zabijać komórki mózgu zalewając je potężnymi hormonami zarezerwowanymi dla sytuacji nagłych.

Mowa oczywiście o stresie.
Miliony lat ewolucji obdarowały nas czymś w rodzaju broni, którą możemy wykorzystać w nagłej sytuacji. Gdyby zaatakował Cię lew, komórki Twojego organizmu zostałyby nagle zalane potopem adrenaliny. W ciągu kilku sekund mógłbyś szybciej i jaśniej myśleć oraz działać. Twoje serce pompowałoby 3 razy więcej krwi niż normalnie.

W ten sposób matka natura naładowałaby Twoje ciało, by wyrównać szanse między Tobą a przeciwnikiem, pomóc Ci w walce o życie.

W obecnym świecie rzadko atakują nas lwy. Jednak pojawiają się zupełnie inne czynniki, które wywołują stres.
Ludzkość zna różne sposoby by sobie z nim radzić. Jednym z nich jest oczywiście wysiłek fizyczny.
Jego zbawienne skutki na ludzki organizm są powszechnie znane.

Niewiele osób jednak wie, że właśnie do wyeliminowania stresu służy mokuso.
No wiesz, to ten moment, w którym na zbiórce zamykasz oczy i spokojnie, głęboko oddychasz.

Z reguły pada najpierw komenda „seiza” a zaraz potem „mokuso”. Zawsze się cieszę gdy po kilkunastu lub kilkudziesięciu sekundach słyszę również „mokuso yame”. Mam wtedy pewność, że niczego nie przespałam. Zdarzyło się, że pogrążona w swoim własnym oddechu wychwyciłam nagle komendę „sensei ni rei”. Na łeb na szyję ukłon do instruktora. Dobrze, że nos cały.
Do tej pory nie wiem czy wtedy przysnęłam, czy instruktor pominął dosyć ważną kwestię. Ale do rzeczy…

Co to jest mokuso?

Powszechnie tłumaczone jako medytacja. Dosłownie oznacza „milczący” (moku) oraz „myślenie” (so). Inaczej mówiąc jest to akt wyciszenia myśli, lub – wg słów Bruce Lee – opróżnianie kubka.

Samurajowie traktowali mokuso jako sposób na zebranie odwagi. nastawienie się do walki. Chcieli być pewni, że zachowają zawsze zimną krew, że będą mogli w każdej chwili wykazać się swoimi najlepszymi cechami. Stąd medytacja.

Dla mnie jest to również przełączenie trybu.
Wyłączam tryb pracy, studiów, szefa, stresu, nauczycieli oraz wszystkich innych elementów składających się na moje życie poza progiem dojo.
Przestaję myśleć o stronach internetowych, zakupach i kolejnym kolokwium, które przede mną.
Włączam umysł budoki.
Pozwalam by to, co mogłoby mnie rozproszyć w trakcie treningu pozostało za drzwiami sali.
Wtedy mogę się skupić na treningu.

Po zakończeniu zajęć robię coś zupełnie odwrotnego. Powoli przechodzę do trybu codziennego. Przypominam sobie o wszystkich obowiązkach, które na mnie czekają. O sprawach do rozwiązania.
Ci co mnie znają, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że jestem treningoholikiem. Nie sprawia to jednak, że 24 godziny na dobę myślę o treningu, albo, że zamiast spać trenuję kata. Nie chodzę też na co dzień w keikogi.

Ważne, by oddzielać od siebie pewne rzeczy. Trening jest oczywiście dużą częścią Twojego życia. Zapewne spotykasz się ze znajomymi z treningów poza dojo. Z pewnością oglądasz czasem dobry film akcji, w którym prym wiodą sztuki walki. Mogę się założyć, że rozmawiasz ze znajomymi o treningu czy jakimś jego elemencie.
Ale…
To nie Ty. To jedynie część Ciebie (nieważne jak duża),

Mokuso – mokuso yame! Wyciszmy myśli, choć kilka razy w tygodniu.

#mokuso #medytacja #wyciszenie

 

1 Comment

  1. Świetny blog! Z chęcią będę tu zaglądał. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

© 2017 Samurajki

Theme by Anders NorenUp ↑