Kolejny raz przyjechali do Polski, bo – jak mówią – pokochali ten kraj. Chcą się dzielić z nami swoją muzyką, ale przede wszystkim radością. Mowa o zespole japońskich bębniarzy Samurai Drum Ikki.

Jest to grupa, która powstała w 2002 roku, dzięki ciężkiej pracy Ikki Hino.
Ikki po ukończeniu szkoły średniej wstąpił do Japan Ground Self-Defense Forces (Japońskie Siły Lądowe), gdzie po raz pierwszy miał styczność z wataiko, japońskimi bębnami. Można powiedzieć, że wtedy zrozumiał znaczenie słów „zakochać się od pierwszego wejrzenia”.

Po odejściu z Japońskich Sił Lądowych założył SAMURAI DRUM IKKI. Jego elastyczny zmysł muzyczny przyciągnął wiele ofert z różnych dziedzin. Współpracował z renomowanymi artystami i firmami tanecznymi, brał udział w przedstawieniach teatralnych i musicalach. Ikki poza organizacją występów i braniu w nich udziału również naucza. Można powiedzieć, że to wataiko sensei. Przekazuje innym swoją wiedzę odnośnie technik gry na tych wspaniałych instrumentach. Prowadzi szkolenia w Saitama, Kobe, Osace i Tokyo.
W zespole grają także Erika Fuji, Yuki Sugimura oraz Akane Shiho. Odpowiednie osoby w odpowiednim miejscu.
Kto widział ich w akcji, ten wie o czym mówię (piszę).

Czas na trochę informacji na temat bębnów.

Taiko czyli bęben to najstarszy instrument muzyczny świata. Służył jako połączenie między matką naturą, wszechświatem, oraz dawał możliwość wyrażenia podziwu dla wyższych uczuć, dla radości duszy. Miał także sprowadzać deszcz, lub przywołać słońce. Szybko stał się częścią japońskiej kultury, towarzysząc w ceremoniach, świętach i festiwalach. W feudalnej Japonii bębny taiko były wykorzystywane do podnoszenia morale w wojsku, wyznaczania tempa marszu oraz wydawania rozkazów.

Do wyrobu bębna używa się co najmniej dwustuletniego drewna, które po wstępnej obróbce jest suszone w sposób naturalny przez co najmniej pięć lat. Wnętrze bębna jest rzeźbione, dzięki czemu bębny mogą wydawać różne dźwięki.
Rodzajów taiko jest wiele – nagado-daiko (długi bęben), okedo-daiko (beczkowate bębny), uchiwa-daiko (bęben-wachlarz), hira-daiko (płaski bęben), o-daiko (wielki bęben).
Bachi to swego rodzaju pałeczki używane do uderzania w bębny. Każdy szanujący się „perkusista taiko” sam je wytwarza, dba by miały odpowiednią długość, wagę i były wręcz stworzone do dłoni perkusisty.

Ma czyli pauza pomiędzy dźwiękami, nie jest zwykłym momentem ciszy. To wg. słów Ikki „cisza posypana dźwiękiem, próżnia trójwymiarowa, przestrzeń wypełniona duchem”.
Ji (lub jiuchi) to podstawowy rytm, o-uchi to rytm główny. W trakcie występu się przeplatają, dając niesamowite wrażenie. Oroshi zaś to charakterystyczna seria uderzeń w bęben, najpierw powoli z długimi przerwami, stopniowo przyspiesza aż do momentu gdy uderzenia zlewają się w jeden grzmot.

Dynamizm taiko, ich piękno, delikatność, wyrazistość, ale przede wszystkim precyzyjne brzmienie posiada ostrość podobną do cięcia miecza w japońskich sztukach walki.

Występuje tu także pojęcie kata, które znamy ze sztuk walki. Owe kata to zestaw ruchów, charakterystycznych dla danego zespołu i pozwalających odróżnić od siebie różne grupy taiko. Ważną częścią jest zachowanie niskiej i stabilnej pozycji, w której kolano jednej z nóg ustawione jest nad palcami stopy, zaś druga noga jest niemal całkowicie wyprostowana. Brzmi jak zenkutsu dachi? Biodra powinny być nisko i znajdować się blisko instrumentu, a ramiona odprężone. To jedynie sznury, do których przytwierdzone są pałeczki.

W grze na taiko obecne są również okrzyki kiai lub kakegoe, które służą jako wskazówki do zmiany rytmu czy dynamiki oraz zachęta dla innych graczy.

Bębniarze potrzebują zachęty, by skończyć występ?
Może nie tyle zachęty, co podtrzymania na duchu, zagrzewania do dalszego wysiłku. Kto miał przyjemność być na koncercie taiko, ten wie, że to niesamowity wysiłek.
Kilka minut uderzania w te instrumenty, często w iście szalonym tempie powoduje wyczerpanie porównywalne ze stoczeniem kilku randori/kumite pod rząd, co zresztą widać po artystach. Mimo potu zalewającego im oczy, słońca utrudniającego widzenia i narastającego bólu w ramionach ciągle walczą.
Yuki po występie powiedziała „byłam pewna że zemdleję nim skończy się utwór. Mój sensei jednak zawsze mówił, że wszystko należy doprowadzać do końca i tak właśnie zrobiłam”.

Japończycy w każdej dziedzinie okazują się perfekcjonistami. Uczmy się od nich.

#samuraidrum #ikki #taiko