Samurajki

sztuki walki i wiele więcej

Najtrudniejsza decyzja w życiu budoka

Zapewne każdy z nas, trenujących ma w głowie inne definicje sformułowania „najtrudniejsza decyzja w życiu budoka”.
To zrozumiałe.
Dla mnie za tymi słowami kryje się kwestia zmiany klubu.
Bolesny i drażliwy temat.

Opuszczenie swojego dojo nie jest proste. Zostawiasz ludzi, których znasz, z którymi trenowałeś od lat. Wiesz kto najlepiej z nich rzuca uchi mata. Oczywiste dla Ciebie jest, który z chłopaków zawsze stresuje się przed randori. Nie zaskoczy Cię nagły wybuch śmiechu Twojego uke, ani ton głosu, którym Twój sensei wypowiada komendy.

To wszystko jest takie znajome. W klubie sztuk walki jest jak w rodzinie. Wiele razy to podkreślałam w swoich wpisach. Powtarzam to u siebie w sekcji jak mantrę. Naprawdę w to wierzę.

Zastanów się najpierw dlaczego odchodzisz.
Z powodów osobistych? Finansowych? Może po prostu szukasz nowych wrażeń?
Cóż, pierwsze dwie opcje jestem w stanie zrozumieć i podejrzewam, że Twój sensei również. Być może nawet mógłby Ci jakoś pomóc, gdybyś z nim szczerze porozmawiał.

Trzecia opcja do mnie nie przemawia.

Oczywiście, kiedyś nadchodzi taki moment, gdy wiesz, że Twój sensei już niczego Cię nie nauczy. Doszedłeś do punktu, w którym jesteście na podobnym poziomie wyszkolenia. Twój trener przez lata wpajał Ci zasady, motywował, przekazywał wiedzę i szlifował Twoją technikę. Dał z siebie wszystko, by uczynić Cię tym, kim jesteś.

Co w takiej sytuacji?

Szukasz trenera, który da Ci szansę dalszego rozwoju.
Każdy potrzebuje mieć nad sobą autorytet, któremu powierzy swoje szkolenie. Każdy chce piąć się wyżej, więc szuka. Musi podjąć decyzję czy zostać, czy też iść dalej.
Mam za sobą taką decyzję i mogę z całym przekonaniem powiedzieć, że to bardzo trudna sytuacja. Jest jedno słowo, które decyduje o tym jak to rozwiążesz.

Lojalność.

Powtórzę się – w klubie jest jak w rodzinie.
Nie wyobrażam sobie skrzywdzić tych ludzi.
Nie wyobrażam sobie również sytuacji, w której zostawiam ich w pogoni za nowymi wrażeniami.

Mój sensei nauczył mnie wszystkiego co umiał. Dzięki niemu jestem tu gdzie jestem. Doceniam jego pracę. Doceniam również naszą relację.
Miałabym tak po prostu poszukać nowego trenera i powiedzieć staremu „siema”?
Nie mogłabym.

Jest wiele możliwości. Otworzyć swoją sekcję w macierzystym klubie. Zredukować liczbę treningów w swoim klubie, a doszkalać się za zgodą sensei w innym.

Mój sensei zawsze mnie wspierał, oczywiste więc było dla mnie zrobić to samo dla niego. Gdy poinformowałam go, że doszłam do tego magicznego punktu (co zresztą sam widział), zaproponował współpracę na zasadach partnerskich. Okazał zrozumienie i pozwolił prowadzić u siebie część zajęć.
Nie było dla niego problemem, że ćwiczę u innego trenera. Chciał i dalej chce mojego rozwoju.  Cieszy się z moich sukcesów, zarówno tych na polu instruktorskim, jak i uczniowskim.
A ja się cieszę, że podjęłam dobrą decyzję. Moja sensei od judo mawia, że podjęcie dobrej decyzji to już pierwszy krok do mistrzostwa.

Nie ma znaczenia czy jesteś mistrzem na macie, skoro nie jesteś nim w swoim życiu.

1 Comment

  1. Myślę, że i tak byłaś w całkiem komfortowej sytuacji ponieważ miałaś wybór w postaci innego klubu. Dla wielu osób, które mają podobne dylematy, a które ćwiczą w jednym klubie w danym mieście, taka decyzja oznacza w wielu przypadków całkowitą rezygnację z budo :-(.

Dodaj komentarz

© 2017 Samurajki

Theme by Anders NorenUp ↑