Twój pierwszy trening. Wchodzisz do dojo, widzisz nowych ludzi w dziwnych strojach i kolorowych pasach. Trening się zaczyna. Rozgrzewka. Nie masz już dosyć? Świetnie! Czas na trening właściwy – techniki. I tu często zaczynają się schody. Dlatego dam Ci parę wskazówek. Może są z pozoru oczywiste, ale mimo wszystko praktyczne.

Nie zniechęcaj się, jeśli od razu coś Ci nie wychodzi

Technika wymaga czasu i dopracowania. Żeby osiągnąć „mistrzostwo” (cokolwiek rozumiesz pod tym pojęciem) potrzeba wiele lat treningu. Nie od razu Rzym zbudowano.
Ze zrozumieniem techniki jest jak z tabliczką mnożenia; na początku stwarza mnóstwo problemów i ciężko ją pojąć, lecz z czasem, gdy kolejny raz liczysz, piszesz, powtarzasz, zaczynasz robić to bardziej automatycznie.
Na wszystko potrzeba czasu, nie poddawaj się!

Nie bój się zadawać pytań

Każdy instruktor, trener, sensei jest po to żeby Cię nauczyć.
Żebyś zrozumiał jak poprawnie wykonywać technikę i jak ją zastosować.
Nawet, jeśli Twój trener jest wieloletnim mistrzem danej sztuki walki, a na swoim koncie ma niezliczoną ilość walk, to nie bój się zadawać pytań. Nawet tych najprostszych.
Dobry trener widzi, z czym masz problem i zawsze z chęcią Ci pomoże i wytłumaczy. Korzystaj z okazji, zadawaj pytania (na temat i z umiarem oczywiście, bo „milion w minutę” to nie tu), rozwiewaj swoje wątpliwości.
Każdego trenera cieszy, gdy widzi zaangażowanie swoich uczniów. Nie bądź bierny!

Nie bądź dla siebie zbyt wymagający

Doskonale wiesz, że stawiając sobie poprzeczkę za wysoko nigdy do niej nie doskoczysz. Mierz siły na zamiary, stawiając sobie cele na miarę możliwości. Lepiej wyznaczyć sobie osiem małych kroczków, które jesteś w stanie zrobić, niż jeden wielki, który okaże się przepaścią.
Nie porównuj się do innych. Każdy ma inny staż treningowy za sobą, inne predyspozycje i zdolności. „Siedem razy w dół, osiem razy w górę!”

Bądź konsekwentnym w działaniach

Dopiero rozpoczynasz przygodę za sztukami walki?
To wiedz, że to żmudna i długa droga. Nie ma możliwości, by iść na skróty.
Powiem Ci jednak, że warto podjąć ten  wysiłek.

Skoro już zrobiłeś pierwszy krok (lub chociaż założyłeś buty), to jestem pewna, że nie był to przypadek i pochopna decyzja. Dlatego nie zatrzymuj się! Nie zwalniaj, wszystko przed Tobą!
Nie masz siły? Miałeś ciężki dzień w pracy? Masz wszystkiego dosyć?
Pamiętaj, że prawdziwy trening zaczyna się właśnie wtedy, kiedy już nie możesz. Nie przyjdziesz na jeden trening, kolejny będzie Ci jeszcze łatwiej odpuścić. Na czym Ci zależy? Do czego zmierzasz? Zanim przyjdzie Ci nawet myśl o odpuszczeniu treningu, odpowiedz sobie szczerze na te pytania.

Wyluzuj!

Gdzie „pójdzie” głowa, tam reszta ciała. Idąc tym tokiem rozumowania: spięty umysł, to spięte ciało. Na dojo nie walczysz na śmierć i życie. Jedynym Twoim przeciwnikiem jesteś Ty sam. Nie siła, a technika jest ważna. Im jesteś bardziej rozluźniony, tym jesteś szybszy i w konsekwencji bardziej skuteczny. Kime to jedno, luz drugie. Oba idą ze sobą w parze. Wchodząc do dojo pozbądź się zbędnych myśli i napięcia, a problemy zostaw w szatni.

Dla mnie ta  lista jest niezamknięta. Dopisz to, co dla Ciebie jest ważne. Każdy ma z czym innym problem.
Najważniejsze mieć trwały, mocny fundament, na którym zaczniesz budować. Ty jesteś w tym wypadku architektem. Będziesz miał to, co sam stworzysz. Nie wahaj się więc wkładać więcej wysiłku w to co robisz i nie zniechęcaj się. Każdy może mieć gorszy dzień, ale po każdej burzy wychodzi słońce.

#trening #wskazówki #nowicjusz #sztukiwalki