I ruszyli.

Po karnety na siłownię, po buty do biegania. Po śliczne, bajeranckie gadżety, które mają zmotywować do treningu.

Wszystko na nic.

Bo motywacja jest w głowie i obu komorach pompy, która zasila krwią nasz organizm.

Nie można podarować komuś motywacji. Nie można jej wtłoczyć na siłę wraz z prezentem gwiazdkowym. Można jedynie zarazić pasją do tego co się kocha. I dawać dobry przykład.

My staramy się to robić trenując i pisząc bloga. Miejmy nadzieję, że to nie idzie na marne.

Kluczem do sukcesu jest utrzymanie równowagi. A do tego trzeba silnych mięśni głębokich… Nie da się po kilku latach swawoli i hulajduszy nagle zawiązać na supeł żołądka, zignorować sygnałów wysyłanych przez kubki smakowe po kolejnej porcji kiełków, czy zmusić nieużywanych od lat mięśni do tytanicznego wysiłku.

Nie da się.

I nakładanie na siebie tysięcy nakazów i zakazów w ramach noworocznych postanowień nic tu nie zmieni.

Równowaga to podstawa. Powoli zmieniamy nawyki żywieniowe, powoli przygotowujemy organizm do wysiłku. Krok po kroku. To się tyczy każdego sportu i każdego innego przedsięwzięcia.

Budo rządzi się tymi samymi prawami. Nikt nie przychodzi pierwszy raz do dojo i nie rzuca uchimata. Zaczyna natomiast od podstaw a więc od padów i gimnastyki. Nikt nie ćwiczy nijushiho sho na pierwszym treningu. Uczy się za to fundamentów, bloków i uderzeń w podstawowym kihon.

Każdy trening jest jak drabina. Wspinać się należy powoli, szczebel po szczeblu. Przeskakiwanie kolejnych etapów nie ma sensu. Naraża na kontuzje oraz utratę motywacji.

Bo kiedy zaczynamy od najwyższego pułapu, na który nie jesteśmy gotowi, to łatwiej spaść niż wspiąć się wyżej. Ciężko o postępy, a tym samym o utrzymanie motywacji.

Równowaga to podstawa. Więc zachowujmy ją. A kto nie był jeszcze na treningu w tym roku – w drogę. I dajcie z siebie wszystko.

Jaki pierwszy trening, taki cały rok.