Marta Kowalczyk

Jestem pedagogiem, trenerem judo i jujitsu oraz instruktorem samoobrony i sportów walki. Wielu uważa, że mam niewiele wspólnego z normalnością. Fakt, że mam lekkiego bzika… ale definicje normalności mogą być różne. Ja jedynie uważam, że urodziłam się w niewłaściwym miejscu i czasie.

Od najmłodszych lat trenuję sztuki walki, co jest w centrum mojego wszechświata. Na początku było judo, a potem powrót do korzeni; zakochałam się w ju jitsu. Od niedawna trenuję również karate co daje mi wiele radości i satysfakcji.

Trening w dojo jest dla mnie tym, czym dla innych ludzi rozmowa z psychologiem. To na swojej sali treningowej czuję się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, tam mogę rozładować swoje emocje, przeżywam swoje zwycięstwa i porażki. Tam też są moi bliscy. Krótko mówiąc – to właśnie miejsce, do którego należę. Los był dla mnie wyjątkowo łaskawy i postawił na mojej ścieżce dobrych trenerów, instruktorów i sensei. Pozwala mi to uczyć się od nich, czerpać z ich wiedzy i doświadczenia. Być może uda mi się kiedyś dogonić ich na drodze budo.

Co poza treningiem sztuk walki? Dokładam wszelkich starań by posługiwać się biegle językiem japońskim i angielskim, i ponoć całkiem nieźle mi to wychodzi. Oprócz tego zajmuję się amatorsko grafiką i uprzykrzaniem życia moim sensei. Serdeczne podziękowania dla tych co wykazują się cierpliwością!

Moje życiowe motto? Siedem razy w dół, osiem razy w górę!


Katarzyna Niepsuj

Walczący marzyciel, tak w dwóch słowach mogę siebie określić.
Najlepszy komplement, jaki mogłam usłyszeć? „Ty nie jesteś normalna”. 
Granice, ramy, standardy i normy nie są dla mnie.

Sztuki walki trenuję od niedawna, ale z wielką miłością, pasją i zaangażowaniem podchodzę do tego, co robię. Począwszy od ju jitsu, w którym ogromem zamiłowania darzę techniki rzutów (nage waza), aktualnie na karate kończąc.
Co daje mi trening?
Odpoczynek psychiczny, pozwala mi odreagować nagromadzone napięcia i stresy. Umożliwia mi panowanie nad sobą i swoim ciałem, walkę z własnymi słabościami.
Jedni po ciężkim dniu wracają do domu i wyciągają nogi przed telewizorem, ja idę do dojo, bo tam właśnie czuję się jak w domu.

Moje cele, to marzenia z określoną datą ważności, do których skrupulatnie dążę (a lista jest długa). Wychodzę z założenia, że żeby coś ocenić, trzeba najpierw tego spróbować.
Czego ja próbuję? Poza cierpliwością moich trenerów… jestem muzykiem; fortepian, organy i gitara pozwalają przenieść mi się w inny świat, a bachowskie utwory organowe przyprawiają mnie o gęsią skórkę. W to wszystko wplatam studia na Politechnice.
Chcieć, to móc, a ogranicza nas tylko własna wyobraźnia.