Samurajki

sztuki walki i wiele więcej

Polska, biało-czerwoni

Polska to piękny kraj.
Pełen patriotów.
W kimonach.
Przewiązanych w pasie biało-czerwonymi pasami.


Przyjęło się, że pasy w tym kolorze noszą mistrzowie od 5 dana w górę. 9 i 10 dany zakładają nawet czerwone paski. Niby wszystko fajnie. Tylko, że mamy więcej biało-czerwonych niż w samej Japonii…  Nie chodzi mi o niesamowity pęd by jak najszybciej móc opasać biodra pasem kolejnego stopnia. Chociaż to też trochę razi. Nie liczą się umiejętności i ciężka praca na sali tylko kolor paska.  W tym przypadku jednak chciałabym zwrócić uwagę na tę dosyć niepoważną modę na nadawanie sobie tytułów. Muszę przyznać, że zauważam w naszym kraju deficyt czegoś bardzo ważnego. Pokory.

Najbardziej znane jest mi pod tym względem środowisko Ju jitsu. Mnóstwo instruktorów z tytułami shihan, hanshi, soke. Przeważająca ilość posiadaczy stopnia od 5 dana w górę. Nie kwestionuję umiejętności czy kompetencji tych mistrzów. Wiele razy miałam przyjemność z nimi ćwiczyć, trenować pod ich okiem. Przeważnie są to wspaniali ludzie, dobrzy praktycy, doświadczeni instruktorzy. Tylko nie wiem, czy akurat biało-czerwone pasy powinny o tym świadczyć, czy raczej ciężka praca na macie.
Uważam, że mamy do czynienia z pewnym brakiem zrozumienia. Przede wszystkim tych wymienionych przeze mnie tytułów, ale czasem również i sensu drogi budo.

Zacznijmy od dokładnego wyjaśnienia co znaczą te  japońskie słowa.

Shihan – dosłownie oznacza „być wzorem” „stać się modelem”. Jest to termin, którym bardzo często Japończycy określają starszego instruktora, który przepracował wiele lat, człowieka nr 1 pod względem techniczno-szkoleniowym. Nie jest to tytuł, który widnieje na certyfikatach lub papierach urzędowych.

To jest jedno tłumaczenie. Dosyć powszechne.
A teraz coś co funkcjonuje jedynie w japońskich dojo:
Zapytany przeze mnie sensei Kohama o znaczenie terminu „shihan” odpowiedział mi zupełnie inaczej niż się spodziewałam. „Jeśli ja jestem dla ciebie sensei, to twoi uczniowie będą zwracać się do mnie shihan. Czyli nauczycielu mojego nauczyciela.” Więc wychodzi na to, że to po prostu kwestia okazywania szacunku. To zmienia postać rzeczy.

Shuseki shihan – „Shuseki” to dosłownie „najwyższa pozycja” i terminem tym określa się głównego instruktora dużej organizacji (np. JKA, ISKF)

Hanshi – wysoki tytuł honorowy, przyznawany zwykle instruktorom starszym wiekiem i stopniem. „han” w tym słowie oznacza „przykład”. A więc hanshi powinien być dla innych przykładem idealnego zachowania. Hanshi w Japonii to osoba, która szkoli tylko innych instruktorów.
W przeciwieństwie do „shihan” aby móc być uznawanym za hanshi konieczne jest posiadanie minimum stopnia 8 dan.

Soke – założyciel, twórca. Zaznaczę od razu, że nie może być więcej niż jeden soke w danej sztuce walki. A już na pewno nie w federacji, związku, organizacji. Wyjaśnię to na przykładzie judo. Soke sztuki walki określanej jako judo można nazwać jedynie Jigoro Kano. Ponieważ on jest bezpośrednim jej twórcą.
Soke to jedyna osoba decydująca o promocji na wyższe stopnie, karach oraz mogąca wydawać menkyo kaiden (certyfikat wskazujący, że ktoś opanował wszystkie elementy stylu).
Soke może również oznaczać rodzinę, bądź głowę rodziny, w której przekazuje się z pokolenia na pokolenie swoje nauki

Mimo tylu występujących w języku japońskim zaszczytnych i poważanych określeń nie przypominam sobie by Jigoro Kano zabiegał o jakieś tytuły, kazał się nazywać soke czy chociażby hanshi. Podobnie Gichin Funakoshi. Nieocenieni twórcy swoich sztuk walki. Godni szacunku, a mimo wszystko wystarczał im skromny zwrot „sensei”.

Myślę, że powinniśmy od Japończyków uczyć się nie tylko skutecznych technik, ale przede wszystkim pokory.

#soke #hanshi #shihan #sensei

16 Comments

  1. Bardzo trafny wpis. Od razu przypomina mi się osoba Kondratowicza, któremu nadano nieistniejące stopnie (12 dan). Śmiechu warte. Niesamowity człowiek o wielkich umiejętnościach, ale federacje, które nadały mu kolejne stopnie…
    W Polsce jest wielu instruktorów o podobnych zapędach. Niedługo będziemy tu mieć 10 soke od ju jitsu…

  2. Nie tylko w jujitsu tak jest! Każda sztuka walki w Polsce już tak nisko upada! Sensejowie zapominają co to budo i tylko paski się liczą.

  3. Andrzej Łosiu Piskorz

    6 marca 2017 at 5:23 pm

    to, jam niesamowite szczęście, że trafiłem na takich mistrzów, jakich ta krytyka nie dotyczy

  4. Z tym opisem shihana to warto jeszcze trochę poczytać/popytać w stylach bliskich tradycji Daito Ryu. Bo jest ciut inaczej. Bo jest i certyfikat i własna deska w Hombu Dojo i ceremonia w świątyni prowadzona przez shintoistycznego kapłana.
    W tradycyjnych stylach to stopień techniczny – trzeba poznać grupę technik (nie nauczanych przed otrzymaniem stopnia 4 dan), zdac egzamin, etc.
    Tak przynajmniej to wygląda w tradycyjnym ju jutsu.
    Np. tak: http://www.kokodo-jujutsu.at/dojo/wp-content/gallery/japan-2013-shihan/dsc0333.jpg

    • Marta Kowalczyk

      6 marca 2017 at 9:40 pm

      Oczywiście jest sporo racji w tym co Pan pisze, jednak wszystko zależy od organizacji szkoły sztuk walki. Spotkałam się z pewną sekcją w shobukan, której członkowie również używają słowa „shihan” urzędowo.

  5. Benedykt Fusik

    6 marca 2017 at 9:27 pm

    Przyznaję brak pokory, jeszcze 5 lat temu nie dostrzegałem problemu. Środowiaka ju jitsu, trzeba posypac glowe popiolem.

  6. Zbigniew Karalus

    6 marca 2017 at 9:31 pm

    Ja ze swojej strony dodam, że nie każdy czarny pas to sensei.. posiadacze stopni dan to yudansha (dosłownie człowiek,który ma dan) pozostali to mudansha ( człowiek bez dan). Sensei to poprostu nauczyciel.

  7. Waldemar Czerniawski

    9 marca 2017 at 11:27 am

    Nareszcie czarno na białym! W końcu ktoś głośno o tym powiedział. Szacunek! Ale obawiam się, że zostanie Pani czarną owca w środowisku ju jitsu. Ci tak zwani kolorowi mistrzowie którzy sami sobie nadają stopnie przy kawie, pod stołem po „seminariach” są wściekli.
    Życzę powodzenia z całego serca.

  8. Kowalczyk, Wielki szacunek za tak rozwinięty zmysł dyplomatyczny. Wiem co czujesz 🙂

  9. Ja chyba jak Andrzej Piskorz – mam szczęście bywać w miejscach, gdzie nie występują takie problemy. Może warto lepiej dobierać imprezy na których się bywa, zamiast narzekać na towarzystwo. Rozumiem, że takie zjawiska psują markę sztuce walki, ale mam nadzieję, że prawo Kopernika-Greshama tutaj nie działa.

Dodaj komentarz

© 2018 Samurajki

Theme by Anders NorenUp ↑