Samurajki

sztuki walki i wiele więcej

Powrót do czasów gladiatorów?

A więc w końcu do tego doszło.
Coraz mniej popularne stają się takie sztuki walki jak karate, judo czy jujitsu. Odchodzimy od tradycji. Ich miejsce zastępuje MMA.
Co możemy z tym zrobić?

Nic.
Musimy to zaakceptować. Jak wszystko na tym świecie również sztuki walki wybijają się na szczyty popularności z powodu mody. Kiedyś było „Karate Kid” i „Wejście smoka”, po których premierach rzesze ludzi zapisywało się na karate.

Teraz mamy modę na mordobicie w klatkach. I oburzenie tradycjonalistów nic tu nie zmieni. Ludzie chcą oglądać krew, potrzebują adrenaliny.
Jest wielu ludzi, którzy chcą się sprawdzić w walce. Nie takiej sportowej, okrojonej milionem zakazów. Nie odpowiadają im zawody judo bo są zbyt łagodne. Nie podobają im się turnieje karate, bo nie można zmasakrować przeciwnika. Poza tym za dużo filozofii i wymagań precyzji techniki. Do tego te ukłony… To przecież nikomu niepotrzebne!

Ale… czy naprawdę?

Sztuki walki uczą szacunku. Do siebie samego, do przeciwnika oraz… do życia. Trenujesz techniki, które są niebezpieczne. Dostajesz do ręki broń, ale czy po to by wyjść na ulicę i ją wykorzystać?
Mądry trener powie, że walka, której uniknęliśmy to walka wygrana. Mój sensei często to powtarza. W prawdziwej walce nie ma wygranych czy przegranych. Są tylko martwi i ci, którzy odpowiadają za to przed sądem.

MMA to walki w klatkach. Współczesne walki gladiatorów. Dozwolone jest niemalże wszystko, z wyłączeniem gryzienia, wkładania palców w otwory fizjologiczne, oraz atakowania genitaliów.
Wszystko jest fajnie, do pierwszej przegranej, i odwiedzin w szpitalu, lub kostnicy…

Znane są przypadki śmierci zawodników MMA spowodowanej obrażeniami odniesionymi w czasie walki. Nazwiska? Proszę bardzo, możemy wspomnieć chociażby takich zawodników jak Sam Vasquez czy Douglas Dedge.
Najczęstsze kontuzje towarzyszące MMA? Uszkodzenia mózgu, kontuzje kręgosłupa, zerwanie wiązadeł oraz ścięgien, wielokrotne złamania kończyn z przemieszczeniami, dyslokacja stawów, złamania żeber uszkadzające płuca czy serce, złamania obojczyka… Ta lista mogłaby być jeszcze dłuższa.
Każda z tych kontuzji oznacza wielomiesięczną przerwę w treningach i równie długą bolesną rehabilitację. Niektóre zostawiają ślady na resztę kariery, a niektóre mogą ją przedwcześnie zakończyć.

Czy właśnie po to trenujemy? By jak najbardziej uszkodzić przeciwnika, zrobić krzywdę sobie i zafundować długą, bolesną rehabilitację?
Każdy sam musi sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Jeśli chodzi o mnie, to już na nie udzieliłam odpowiedzi. Nie zmieni tego żadna wiadomość, którą dostanę, a ostatnio jest ich coraz więcej. Ostatnia brzmi tak: „Trenujesz karate i judo? To na ulicy nie powalczysz…”
Moi drodzy. Po ulicach się chodzi, a nie walczy. Nie trenuję po to, by wykorzystywać swoje umiejętności na ulicach. Trenuję, żeby być zdrowa, sprawna i po to, by się rozwijać.

Umiejętność samoobrony też jest mi potrzebna, bo przekonałam się na własnej skórze, że zdarzają się sytuacje niebezpieczne. Jednak to nie chęć stania się „fighterem” sprawiła, że trenuję. Do dojo przychodzę z zupełnie innych powodów. I nie jestem w tym osamotniona. Mój sensei zawsze powtarza nowo przybyłym – umiejętność walki, to ostanie czego się tu nauczycie.
A i ta nie pomoże gdy nie macie serca do walki, a już na pewno nie wtedy, gdy zaatakuje was kibol z maczetą.

Każdy lubi co innego. Jednemu odpowiada chłód parkietu pod stopami, inny woli stąpać po tatami. Trenuj i daj trenować innym.

Chcesz strzelać z łuku? Strzelaj.
Chcesz strzelać z AK 47? Strzelaj.
Ale mnie pozwól rzucać kamieniami.

#sztukiwalki #mma #walkiwklatkach

1 Comment

  1. Bardzo zbieżne z moimi przemyśleniami. Osu!

Dodaj komentarz

© 2017 Samurajki

Theme by Anders NorenUp ↑