Samurajki

sztuki walki i wiele więcej

Rodzina treningowa czyli o relacjach słów kilka

W  klubach i szkołach sztuk walki jest jak w rodzinie. Wspieramy się wzajemnie, motywujemy i nie dajemy sobie spocząć na laurach. Ten fenomen ma swoją nazwę – dojo kazoku (lub czasem renshu kazoku).

Przeciętnie człowiek trenuje 2 lub 3 razy w tygodniu. Najczęściej odbywa się to w tej samej sekcji, grupie oraz pod okiem jednego trenera. To musi mieć jakiś wpływ na nas i nasze relacje z innymi.
Dla Japończyków jest to oczywiste, mają dwie rodziny – tę codzienną oraz treningową. Obie traktują tak samo poważnie i ciepło. Wszystko jednak ma początek w ich mentalności. By spróbować choć trochę ją „ogarnąć” musimy najpierw zrozumieć czym dla Japończyków jest dojo.

Dojo to dosłownie „miejsce drogi”. Historycznie nazwa ta odnosiła się do pomieszczenia w świątyni zen, w którym praktykowano ćwiczenia duchowe, poszukiwano oświecenia. Następnie za sprawą samurajów nazwa ta przyjęła się jako określenie sali do treningu sztuk walki.

W dojo obowiązują pewne zasady zachowania, etykieta oraz hierarchia stopni.

Jednak dojo tworzą przede wszystkim ludzie, i to oni mają wpływ na jego atmosferę, oraz obraz w oczach innych. Japończycy wierzą, że dojo to miejsce, w którym od pierwszego do ostatniego dnia swojej praktyki sztuk walki, każdy realizuje swoje pragnienie stawania się lepszym.
W trakcie procesu treningowego ćwiczący stopniowo przestają być tylko zbiorem przypadkowych (czy też anonimowych) osób, a stają się grupą ludzi w pewien sposób sobie bliskich. Ma na to wpływ zarówno postawa sensei oraz starszych (stażem czy też stopniem) uczniów.

Japończycy przywiązują ogromną wagę do nawiązywania pozytywnych relacji w dojo. Traktują się jak rodzinę, uznając sensei za otou-san czyli ojca (lub okaa-san czyli matkę, chociaż w Japonii 98% instruktorów to mężczyźni) senpai za starszych braci (nii-san)/siostry(onee-san) a młodszych stopniem i wiekiem traktując jak młodsze rodzeństwo.  (Czasem zastanawiam się czy przypadkiem nie jestem japońskiej narodowości).

Na każdym kroku okazują sobie szacunek i wsparcie. Przepraszają kilka razy na każdym treningu za drobiazgi, których my byśmy nawet nie zauważyli.
Błędy szybko sobie wybaczają gdyż „ki kara saru no ochiru” czyli nawet małpie zdarza się spaść z drzewa.

Wspólnie spędzają czas poza dojo i chociaż łączą ich bardzo bliskie relacje to nie zapominają o hierarchii stopni. Ich przyjaźń nie prowadzi do rozluźnienia dyscypliny na treningu.
Dojo kazoku ma dla Japończyków spore znaczenie. Być może dzieje się tak dlatego, że trenują często i długo. Spędzają na treningu kilka godzin dziennie, więc nie wyobrażają sobie odnosić się do współćwiczących oschle lub wrogo.

Zadałam kilka pytań na ten temat moim  japońskim przyjaciołom i zarówno sensei Kohama jak i senpai Wada starali się uzmysłowić mi jak ważne jest odnoszenie się do siebie z szacunkiem i życzliwością. Wiele ćwiczeń wykonuje się w parach. „Powierzając” swoje ciało partnerowi by wykonał technikę musimy mieć do niego zaufanie i znać się na tyle, by prawidłowo wybrać siłę i dynamikę ruchu.  Nie trenujemy po to, by się wzajemnie krzywdzić czy rywalizować na każdym polu. Mamy sobie wzajemnie pomagać. Dużo lepiej ćwiczy się w przyjaznej atmosferze, gdzie każdy wie, że może liczyć na pomoc innych i wsparcie.

Co ciekawe, nie chodzi o to, by wyrażać je werbalnie, ale swoim zachowaniem dać innym do zrozumienia, że stoimy za nimi murem. Sensei Kohama powiedział mi, że jego uczniowie nie oczekują od niego  pochwał czy miłych słów  na treningu. Czekają na konkretne komendy i wskazówki, mając nadzieję, że wytknie im błędy, by jak najszybciej móc je poprawić. Wiedzą, że wszelkie uwagi przekaże z szacunkiem.

Po treningu rozmawiają na rozmaite tematy, jeżdżą razem na staże, seminaria i obozy. Cementuje to więzy.
„Moi uczniowie wiedzą o mnie więcej niż rodzina. Wiele razy dostałem dowód ich lojalności” twierdzi Kohama.
Senpai Wada zaś opowiada, że to na treningu odnalazł prawdziwych przyjaciół, na których może liczyć.  „Jesteśmy sobie bardzo bliscy” mówi.

Jeszcze jednym dowodem na to jak bliskie relacje mają trenujący w jednym dojo, jest fakt, że utrzymują kontakt wzrokowy między sobą. Niewiele osób wie, że jest to znak  zażyłości.  Japończycy przeważnie unikają kontaktu wzrokowego  ponieważ czują się wtedy skrępowani.  Spojrzenie w oczy świadczy o  zaufaniu i bliskiej relacji.

Jak wygląda sytuacja u Was?
Czy traktujecie się życzliwie? Wspieracie się wzajemnie, tworząc rodzinę treningową?  Pamiętacie o tym, że jesteście jedną drużyną?
Życzę Wam byście u siebie  na sali treningowej czuli się tak dobrze jak ja. Chociaż podobno urodziłam się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Oss!

#dojokazoku #rodzina #trening

4 Comments

  1. Taką rodzinę treningową tworzymy w ASW Hangaku. OSS.

  2. U nas to po prostu bajka, nasz sensej nas chyba kocha, zawsze można na niego liczyć. Karate rodzina!!!

  3. Waldek Krzyzanowski

    24 kwietnia 2017 at 10:40 am

    Nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej, nawet do klubu razem chodzimy na imprezy. Spaja nas miłość do sztuk walki. Dobrze wiedzieć że to jest normalne:)))

  4. Julita Marciniak-Geska

    24 kwietnia 2017 at 10:18 pm

    U nas niestety nie ma takich relacji jak pani opisuje. Nasz trener jest bardzo zamknięty. Wszystko jest odtąd do dotąd. Nic od siebie. Stracił wielu uczniów przez swoją oschlosc. Totalna porażka.

    Dobry tekst! Myślę, że był potrzebny.

Dodaj komentarz

© 2018 Samurajki

Theme by Anders NorenUp ↑