Ostatnio naszła mnie pewna refleksja. Choć powinnam raczej napisać, że ktoś mądry postanowił wbić mi trochę rozumu do głowy. Udało się. Efektem jest ten artykuł. Do rzeczy:


Otóż są ludzie, których nie zauważamy. Poważnie.
Nie widzimy pracy, którą wykonują, nie interesuje nas ile serca w to wkładają.
Dlaczego?
Bo nie są na świeczniku.
Ale nie są, bo nie chcą. To ich wybór. A ja dziś postaram się to zmienić.
Gotowi?

W języku japońskim funkcjonuje bardzo interesujące słowo. Hogosha. Tłumaczenie brzmi różnie, w zależności od zapisania  – strażnik, opiekun, ratownik. Oznacza jednak osobę, która przejmuje część obowiązków w dojo.

Bezinteresownie zajmuje się sprawami administracyjnymi, papierami, kontaktami z uczniami i ich rodzicami, zapisami na zawody, itp. Itd. U Japończyków dosyć popularna funkcja, jednak dopiero od kilku lat. Wcześniej mistrzowie mieli ogromny problem z „dzieleniem się” obowiązkami. (Sama nie rozumiem czemu, bo przecież dzielenie się jest fajne!)

Tak często piszę o roli sensei, trenera w wychowaniu zawodników. Cały czas poruszam kwestię obowiązków jakie są jego codziennością. Nie przypominam sobie jednak, bym kiedykolwiek napisała o ludziach, którzy stoją za nim murem i wspierają. Bądźmy szczerzy – bez kogoś bliskiego ani rusz.
Sukces buduje się stopniowo, i żeby go osiągnąć potrzeba solidnych fundamentów.

Nie wiem z czego wynika fakt, że japońscy mistrzowie dopiero niedawno odkryli metodę na świetne prosperowanie sekcji. Mój sensei zna go od lat. I bardzo mnie to cieszy. Bo widzicie… nawet szanowny sensei nie może być w dwóch miejscach na raz.
Ale też wcale nie musi.

Wystarczy podzielić się zadaniami, zrobić burzę mózgów i mieć tę świadomość, że można na kogoś liczyć. Mieć pewność, że ta osoba dopilnuje tego co trzeba, a więc zgłoszeń na zawody, badań lekarskich, wszelkich ważnych terminów, pieczątek i deklaracji.
Brzmi znajomo?

Ja bym jeszcze dodała, że w zależności od potrzeby potrafi i przytulić i opieprzyć. (Na to drugie lepiej się nie narażać, ponieważ Kiai ma opanowane do perfekcji, mimo, że na treningu nie ćwiczy – wrodzony talent?). Nie wychyla się (chyba, że przez drzwi do sali by czasem przypomnieć trenerowi o czymś ważnym) ale jest ostatnią deską ratunku gdy sytuacja jest beznadziejna.

Dziś prośba, czy też może apel.

Rozejrzymy się wokół, zdejmijmy klapki z oczu i dostrzeżmy, że poza trenerem jest jeszcze ktoś.
Ktoś kto nie umniejsza jego roli, ale wspiera go, jest jego prawą ręką i sam nadaje nowe znaczenie słowom dream team.
Wiadomo o kim mowa.
Tym razem wykonajmy ukłon w stronę tych wspaniałych osób, które nie pchają się przed obiektyw (naprawdę ciężko było znaleźć zdjęcie), a swoją skromną osobą czynią sekcję niezapomnianym miejscem, przywodzącym na myśl rodzinę.

OSS!

#sztukiwalki #hogosha #dojo