Wielokrotnie słyszałam porównanie treningu sztuk walki do terapii.
Słusznie.

Nie ma nic przyjemniejszego niż, po ciężkim dniu iść na trening i rozładować te wszystkie nagromadzone napięcia.
Dobry,  kilkugodzinny (w moim przypadku) trening, nie tylko uwalnia endorfiny, ale również pomaga skupić się na czymś innym, oderwać umysł od wszelkich dręczących problemów dnia codziennego.
Niestety dla wielu odnalezienie tego spokoju i stanu „zresetowania” myśli jest dużo trudniejszy do osiągnięcia niż mogłoby się wydawać.

Dlaczego?

Według statystyk WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) na świecie 350mln ludzi choruje na depresję, w Polsce 1,5mln. Ponoć jest to czwarty najpoważniejszy problem zdrowotny na świecie.
Choroba ta ma niejednoznaczne objawy, czasem trudne do rozpoznania. Prawdopodobnie dla otoczenia niemożliwe do zobaczenia. Nie da się na „oko” stwierdzić, że ktoś ma depresję, choć daje ona pewne objawy fizyczne, takie jak uporczywe bóle głowy czy pleców, bóle żołądkowo – jelitowe, oraz typowo psychiczne; chociażby trudność w skupianiu się, czy ciągłe wyczerpanie.

Przyznasz, że nie jest to jednoznaczne, prawda? Bez fachowej diagnozy i wsparcia się nie obejdzie.

Bardzo łatwo jest rzucić stwierdzeniem „weź się w garść”, czy „inni przecież mają gorzej”.
Trenując sporty walki normalnym jest radzenie sobie z bólem, zmęczeniem i frustracją. Jest to jakby integralna część, coś z czasem naturalnego, co łączy się z treningiem.
Jednak osoba z depresją wchodząc do dojo walczy nie tylko z przeciwnikiem, ale i również z każdą negatywną myślą, z każdym fizycznym, psychicznym i mentalnym bólem, które to czynniki oddziałują z dużo większym nasileniem niż normalnie.

Depresja może w równie dużym stopniu doskwierać, co kontuzja fizyczna, ale w przeciwieństwie do stłuczenia palca, złamania nosa, naderwania mięśnia, czy obitej wątroby, zwyczajnie nie jest widoczna ani odczuwalna przez nikogo poza osobą, która ją ma.

Jestem pewna, że dla każdego cierpiącego na depresję trening, to nie tylko terapia, to istne trofeum.
Jest to medal, który wisi na szyi po każdym ciężkim treningu. Dowód na to, że nie tylko tego dnia udało nam się wyrwać z trudnej, szarej codzienności, ale i pokonać własne słabości. To właśnie na dojo jesteś w stanie zobaczyć własne postępy. Gdy ćwiczysz n-ty raz tą samą technikę i w zasadzie tracisz nadzieję, że uda ci się zrobić ją poprawnie i słyszysz nagle entuzjastyczne „dobrze” od swojego sensei.
Czyż to nie jest budujące?

Nie poddawaj się. Z treningiem jak z życiem.
Nie jest ważne ile razy upadłeś, ale to ile razy się podniesiesz.

Japończycy mawiają, że trening sztuk walki to jak wejście do lasu, by odetchnąć świeżym powietrzem, zgromadzić siły psychiczne. Należy tylko spojrzeć w niebo i dostrzec, jak pomiędzy listowiem gęstych drzew pojawiają się promienie słońca.
Bo słońce nie znika, pojawia się po każdej burzy. Choć czasem ciężko nam je zauważyć pośród cieni naszych problemów.

#trening #depresja #nie_poddawać_się