Samurajki

sztuki walki i wiele więcej

Trener czy sensei?

Trener czy sensei? Trudne pytanie. Oba słowa mają ogromne znaczenie. Jednak zupełnie inne.

W Polsce istnieje kult słowa sensei. Tylko niestety za tym pojęciem nie stoi ten mądry, doświadczony mistrz, który nie dość, że trenuje całe życie to jeszcze ma charakter ze stali, a kodeks budo wyryty w mózgu.

Przyjęło się, że sensei to instruktor japońskich sztuk walki. Po prostu. Dlatego każdego posiadacza czarnego pasa nazywa się sensei. Mylne, niezrozumiałe i szczerze mówiąc skomplikowane.

Miałam przyjemność rozmawiać na ten temat z kilkoma Japończykami (serdecznie dziękuję Masaya Kohama Sensei! Kiedyś mu przetłumaczę ten tekst), i w końcu udało mi się dotrzeć do istoty tego nieszczęsnego słowa jakim jest „sensei”.

Sensei to japońskie słowo, które ma kilka znaczeń i zastosowań. Dosłownie znaczy „ten, który wcześniej przyszedł”. Czyli starszy, znacznie bardziej doświadczony, o większej wiedzy. Teraz pozwólcie, że zwrócę uwagę na dwa zastosowania tego słowa.

„Sensei” można się zwrócić do każdego, starszej osoby, nauczyciela, doktora. Funkcjonuje jako zwrot grzecznościowy, trochę jak u nas „proszę pana”, „panie profesorze”. A więc tak naprawdę nie ma nic złego w tytułowaniu w ten sposób zarówno osoby od nas starszej, jak i np. kolegi z treningu, który trenuje dłużej od nas (chociaż częściej używa się słowa senpai).

Ale to odnośnie grzeczności i okazywania sobie szacunku. A teraz na temat kompetencji i hierarchii.
W Polsce może być kilku sensei w jednym klubie i jest to najzupełniej normalnie praktykowane.

A u Japończyków…

U Japończyków sytuacja w dojo jest zupełnie inna. Możesz mieć czarny pas i wykonywać bezbłędnie wszystkie techniki. Możesz pomagać młodszym adeptom, pełnić różne obowiązki na sali. Jednak dopóki Twój mistrz nie nada Ci oficjalnie tytułu „sensei”, dając Ci tym samym uprawnienia do założenia własnej sekcji bądź szkoły, albo kontynuowania „ścieżki wiedzy” w dojo Twego mistrza, to jesteś jedynie uczniem z czarnym paskiem. Jesteś senpai.

Ponieważ w dojo może być tylko jeden sensei.

To oznacza, że jeśli Twój mistrz obdarzy Cię w końcu tym zaszczytem, i utytułuje Cię jako „sensei”, to masz trzy możliwości.

Pierwsza – odchodzisz z dojo i zakładasz własną szkołę.
Druga – za pozwoleniem Twojego mistrza prowadzisz zajęcia z młodszymi adeptami, i przekazujesz im wiedzę.
Trzecia – zakładasz biały pas, by dalej pozostać w dojo Twego mistrza, i choć jesteś sensei, to dalej się uczysz.

Słowa „sensei” generalnie nie powinno się używać wymiennie z „trener”. Jest zbyt wiele różnic między tymi pojęciami.

Trener to osoba zajmująca się przygotowaniem fizycznym i psychicznym swoich podopiecznych w dziedzinie sportu, w której się specjalizuje. Jego zadaniem jest umotywowanie, zmobilizowanie i wyszkolenie osób z którymi pracuje.

To jest bardzo zwięzła definicja, i choć można ją rozwijać na wiele sposobów, to nie ma w niej mowy o tym, że dla swoich podopiecznych jest autorytetem, człowiekiem, który nie tylko na sali treningowej służy przykładem, ale również ma ogromny wpływ na kształcenie moralności, samoświadomości. (Chociaż wszystko zależy od konkretnego człowieka.)

Jednak gdy te elementy znajdą się w definicji to trener przestaje być TYLKO trenerem, a zaczyna być sensei. Zaczyna odgrywać bardzo ważną rolę w życiu swoich podopiecznych, szkoli ich nie tylko w sferze sztuk walki, ale również w trudnej sztuce jaką okazuje się być życie. Jest również przewodnikiem, za którym jego uczniowie mogą pójść, jeśli tylko zechcą.

Jak mawiają Japończycy – Sensei może być tylko jeden. Czyli sensei wa ichiri desu. Dodają jeszcze, że nie można spocząć, póki się nie odnajdzie swojego.
Ja mam to szczęście, że znalazłam swojego sensei.
Chociaż współczuję mu z całego serca tak upierdliwego ucznia jakim jestem. Sensei ni rei!

#sztukiwalki #trener #sensei

5 Comments

  1. Polska nie rozumie i nie zrozumie. Bardzo to przykre Ale tutaj chodzi tylko o to żeby mieć jak najwyższy stopień i często nie idzie za tym wiedza.

  2. To już powoli odchodzi w zapomnienie… Ja też stale w to wierzę i wychowywałam się na sali gdzie moim trnerem był dobry sensei, ale już się to nie zdarza…

  3. Grzegorz karate

    9 marca 2017 at 8:42 am

    No i wyczuwam niezły mindfuck ludzi, którzy uważają, że mając czarny pasek są już mistrzami i mogą się tytulowac.
    Bardzo dobry wpis. Gratuluję pomysłu na niszowy blog. Teraz stanie się on dobrym źródłem wiedzy o sztukach walki.

    • Waldemar Czerniawski

      9 marca 2017 at 11:24 am

      Może więcej podobnych wpisów, na takie tradycyjne tematy i w końcu zacznie się coś zmieniać u naszych polskich magikow. O niektórych rzeczach mawialo się w kuluarach, ale nikt głośno o tym nie mówił.
      Tu jest czarno na białym
      Pozdrawiam.

  4. Sensei…. młodzież mówi do mnie w ten sposób. 1 dan otrzymałem w wieku 34 lat, 3 dan w wieku 43 lat. Na trening poświęciłem 30 lat. Obserwowałem jak wielu moich kolegów dałoby się pokroić żywcem za czarny pas. Potem kilku moich uczniów z tego powodu popełnio wiele brzydkich rzeczy aby dochrapać sie Dana. A jak już to mieli to oglądali się wokół i ździwieni, że nikt im nie klaszcze. Uczymy się cały czas na błędach, a najtrudniej nauczyć się dystansu do nas samych.
    Myślę że senseiem stajesz się nie wtedy gdy zakładasz najwyży choćby 10 dan lecz wtedy gdy doczekasz się dorosłych uczniów a oni przyprowadzą do ciebie swoje dzieci żebyś do dojo. To jest wyraz najwyższego zaufania i szacunku. I wtedy możesz powiedzieć że stałeś się Nauczycielem, Sensei. A co może o tym powiedzieć 20-30 letni instruktor z czarnym pasem?

Dodaj komentarz

© 2018 Samurajki

Theme by Anders NorenUp ↑