Cóż, w każdym razie powinien. Doszłam do takiego wniosku po przejrzeniu kilku filmików wrzucanych przez kluby sztuk walki. Być może mam coś nie tak z głową. Ale wydaje mi się, że choć w kilku punktach mam rację.

Otóż…

Brak mi u niektórych trenerów specyficznego sposobu myślenia czy też postrzegania rzeczywistości.
Mianowicie postrzegania bezpieczeństwa jako priorytetu.

Na facebooku obserwuję ponad 500 klubów sztuk walki z Polski. Z rożnych powodów.
W klubach, a szczególnie dziecięcych sekcjach potrafią się dziać naprawdę dziwne, czasem nawet niebezpieczne rzeczy.
I nie, zdecydowanie nie mam na myśli akrobacji, które są nieodłącznym elementem treningu niektórych sztuk walki.

Wczoraj jeden z klubów Judo w Polsce, wrzucił zdjęcie, na którym owijają dziewczynkę folią i oklejają taśmą. W zasadzie wystarczy, żeby upadła na głowę, a mat tatami, czy puzzlowych na pewno wokół nie miała. To wynikało ze scenerii wokół dziewczynki.
Czasem nawet dobra zabawa może się wymknąć spod kontroli.

Być może jestem przewrażliwiona. Cóż, niech będzie, że to zboczenie zawodowe.
Od zawsze moi sensei wpajali mi, że na treningu priorytetem jest bezpieczeństwo.
Dzieciaki mogą się dziś nie nauczyć nowej techniki. Okej. Ale muszą wyjść z treningu całe i zdrowe.

Niby nic trudnego. Ale tylko pozornie.
Zdarza się, że pojawiam się gościnnie na treningach innych klubów, czy na seminariach bądź stażach. Zdarza się również, że jestem wtedy świadkiem nie do końca przemyślanych zabaw czy gier wśród adeptów.
Dzieciaki mają prawo mieć głupie pomysły i nie przewidywać wszystkich konsekwencji.
Ale trener ma obowiązek nad nimi czuwać, i zainterweniować gdy widzi niebezpieczną zabawę.

Tymczasem pojawia się nowa moda, również w świecie sztuk walki. Na YouTube pełno jest filmików z prankami oraz dziwnymi wyzwaniami. Nie promujących żadnych wartości. Trenerzy często sami to oglądają, podopieczni to oglądają, i potem się razem bawią.
Nagle okazuje się, że takie same wyzwania pojawiają się w niektórych sekcjach, np. w czasie obozów, gdzie niektórzy trenerzy pozwalają sobie na „wyluzowanie”.
Jestem całkowitym przeciwnikiem jakiegokolwiek luzu na treningach czy obozach treningowych. Po prostu dlatego, że generuje to często niebezpieczne sytuacje. Pojawia się lekkomyślność.

Trenerzy powinni bardziej wnikliwie analizować to, co warto powielać, a czego nie.

Inna sprawa czy to powinno tak wyglądać z perspektywy sztuk walki. Chyba są lepsze sposoby na budowanie więzi, uczenia dzieci wartości, by potrafiły się zachować.

A pozwólcie, że przypomnę o tym niezwykłym fenomenie, że to dzieciaki biorą przykład z trenera. Nie na odwrót.

#bezpieczeństwo_na_treningu