Jakiś czas temu przeczytałam w Internecie, że być trenerem to najłatwiejsza praca na świecie. Niewymagająca a dobrze płatna. Zszokowało mnie to na tyle, że postanowiłam napisać artykuł na temat pracy trenera.

Bycie trenerem to utrapienie.

Chciałeś położyć się wcześniej spać?
Zapomnij, trzeba zaplanować jutrzejszy trening.
Zamierzałeś właśnie wypić kawę?
Ups, chyba ostygnie, nim skończysz odpowiadać na pytania spragnionego wiedzy studenta.
Wakacje, powiadasz?
Ciężka sprawa, bo widzisz… jest kwestia do rozwiązania.

Bycie trenerem to przekleństwo.
(Zwłaszcza gdy to ja jestem uczniem. Czasem naprawdę współczuję moim trenerom.)

Dlaczego?

Ponieważ zawód trenera wiąże się z ogromną odpowiedzialnością.
To nie jest praca „odtąd dotąd”. Trener musi być jednocześnie pedagogiem, psychologiem, terapeutą, przyjacielem, matką i ojcem.
I autorytetem.
Przekazuje wiedzę i motywuje. Zmusza do przekraczania strefy komfortu i dopinguje na zawodach. Wytyka błędy byś mógł stawać się lepszy oraz wspiera.

Jeśli spełnia te warunki – jest sensei.

Jaka jest różnica między mistrzem [trenerem – sensei] a uczniem?
Mistrz upadał więcej razy niż uczeń w ogóle próbował.
Ma za sobą lata doświadczenia, prób i błędów. Sukcesy i porażki. Możesz zaufać, że ma również za sobą 98% problemów, z którymi aktualnie borykasz się w trakcie ćwiczeń. Sam był zawodnikiem, uczniem, więc wie co w trawie piszczy.

W głowie ma tysiące gigabajtów obejmujących techniki, anatomię, biomechanikę, fizjologię, zasady odnowy biologicznej i wiele innych ważnych tematów. Obudzony w środku nocy powie Ci czym jest siła ekscentryczna i koncentryczna. Spytany o znaczenie bloku w 3 sekwencji kata odpowie bardzo wyczerpująco. W małym palcu ma pierwszą pomoc i zastosuje swoją wiedzę gdy będziesz tego potrzebować.

Musi być zawsze krok przed Tobą. Na treningu liczy zgodnie z rytmem gdy wykonujesz techniki. Ale mimo, że mówi „siedem” w głowie ma już kolejne ćwiczenie. (Dlatego trzeba wybaczyć gdy zamiast „osiem” powie „trzy”.)

Tłumaczy Ci kilkadziesiąt razy tę samą technikę. Robi to powoli lub szybko, z obszernymi wyjaśnieniami, analizą syntetyczną lub bez. Z humorem lub śmiertelną powagą. Byleby do Ciebie dotarło.
Mimo skrajnego zmęczenia uśmiechnie się, i kolejny raz zademonstruje na Twoją prośbę tobi ushiro mawashi geri. I nie pokaże, że robi to już tylko dzięki sile woli.

Chce jak najlepiej wykorzystać Twój czas na sali treningowej. Zależy mu, żebyś się doskonalił i piął w górę. Coraz wyżej i wyżej, aż będzie mógł z radością stwierdzić, że uczeń przerósł mistrza.

Więc szanuj go. Doceń jego pracę. Słuchaj co mówi i patrz uważnie co robi. Ucz się od niego. I wykaż się choć odrobiną entuzjazmu w podziękowaniu za jego trud. W przeciwnym razie mógłby stwierdzić, że nie jest potrzebny i jeszcze gotów znaleźć sobie inne zajęcie.
A chyba nie chcesz, żeby zrezygnował z „sensejowania” i zajął się połowem ryb za pomocą kormoranów*. Prawda?

Jak mawiają Japończycy: „yoi sensei ga iru toki wa, sutairu no namae wa kankei arimasen” co w dosłownym tłumaczeniu znaczy, że gdy masz dobrego nauczyciela, nazwa stylu nie ma znaczenia. I jest w tym sporo racji.
SENSEI NI REI!

*Połowy za pomocą kormoranów to jedna z najstarszych metod łowienia ryb, stosowana w dawnych Chinach i Japonii. Rybacy wykorzystywali w tym celu kormorany, którym wiązali węzeł u podstawy gardeł tak, by zapobiec połknięciu ryb przez te ogromne ptaki. (Ot, taka ciekawostka).

#trener #sensei #odpowiedzialność #ciężkapraca